Dom w literaturze - odejścia i powroty
Każde odejście rodzi ból. Oczekiwanie powrotu nieskończenie dłuży się. Powroty natomiast nieodmiennie budzą radość. Niewątpliwie najboleśniejsze są rozstania z osobami bliskimi. Dlatego stają się przyczyną rozpaczy, rodzą cierpienie, ale i bunt, niezgodę na to, co się stało. Wymagają wielkiej cierpliwości i hartu ducha od samotnych mieszkańców domów, które nagle stały się wielkie i jakże przeraźliwie puste...
Taką postacią jest Penelopa, bohaterka jednego z wybitnych eposów Homera – "Odysei". Żona Odyseusza, archetyp wiernej i kochającej żony, przez wiele lat wytrwale oczekiwała powrotu swojego wybranka. Spotkała ją nagroda za cierpliwość i nieugiętość. Po wielu latach wędrówki wrócił do Itaki pielgrzym Odyseusz. Stoczył wcześniej zwycięską walkę z cyklopem, przezwyciężył intrygi nimfy Kirke, udało mu się nawet ujść cało z pułapki zastawionej przez syreny śpiewające głosem tak pięknym, iż prowadził on do śmierci wszystkich tych, którzy go słyszeli. Wszystkich, jednakże nie Odyseusza. Ten bowiem całą swą inteligencję wykorzystał na to, aby mimo czyhających zewsząd niebezpieczeństw trafić wreszcie w zdrowiu do domu...
Do domu, który jest wszakże nie tylko miejscem zamieszkania; budynkiem, w którym spędza się większość czasu. Dom w literaturze to ostoja szczęśliwości, Arkadia. Dlatego żywo obecna jest na kartach literatury polskiej i obcej tęsknota bohaterów do miejsca, które ich zrodziło. W konfrontacji z domem traci urok, piękno najbardziej egzotycznych krain. Nic dziwnego, że Kandyd – bywalec świata, dopiero w domu odnajduje równowagę wewnętrzną i spokój ducha. Prawdziwe szczęście tkwi przecież w uprawie własnego ogródka...
Wie o tym również podmiot liryczny "Sonetów krymskich" Adama Mickiewicza. Pielgrzym nieustannie powraca myślą do stron ojczystych, mimo że otacza go niesamowite, egzotyczne piękno Krymu. Wspina się na Ajudah, obserwuje z różnych stron Czatyrdah, błądzi po Bajdarach i bezbrzeżnych stepach, a jednak wciąż przywołuje obrazy Litwy i jej "szumiących lasów". Wyostrza zmysły w sposób graniczący niemalże z cudem: słyszy poruszanie się węża, ruch motyla, a wszystko po to, by dobiegł go głos ze stron ojczystych. Niestety "nikt nie woła". Pielgrzym zostaje sam ze swoją przemożną tęsknotą, której nie potrafi zrozumieć Mirza, a jedynie milcząca postać Potockiej, której oczy, wznoszące się wciąż ku niebu, w stronę Litwy, wypaliły na nieboskłonie gwiazdy...
Z taką siłą wpatruje się też we wspomnienie domu mała bohaterka liryku Bolesława Leśmiana. Urszula Kochanowska tak bardzo ukochała swój dom, że pragnie do niego wrócić nawet kosztem wszystkich rozkoszy nieba. Boga prosi tylko o jedno – o spotkanie z rodzicami. Jej największym marzeniem jest, by wszystko obok przypominało ziemską rzeczywistość, aby jej światek nadal był "kubek w kubek jak nasz – czarnolaski". Jej marzenie zostaje spełnione, jednak nie do końca. Oto zamiast "stęsknionych rodziców" do jej domku puka... Bóg. Tak wielka jest miłość dziewczynki do rodziców, że wobec niej blednie nawet światłość Pana...
A jednak nie wszyscy bohaterowie literaccy pragną wrócić do domu. Wystarczy przywołać dwa nazwiska: Konrad Wallenrod i Raymont Rambert. Tytułowy bohater powieści poetyckiej Adama Mickiewicza wyrzeka się rodziny i szczęścia w domowym gnieździe. Postanawia rozstać się z ukochaną żoną Aldoną, by swe życie poświęcić dobru narodu. Konrad Wallenrod "szczęścia nie znalazł w domu, bo go nie było w ojczyźnie". Są więc wartości istotniejsze od rodzinnego ogniska. Za taką uznaje mistrz Krzyżaków walkę o wolność kraju. Jego decyzja nie jest łatwa: w imię swych idei Konrad wyrzeka się dobrobytu i szczęścia, które jest łatwiej osiągalne. Jego wybór jest o tyle trudny, iż "Walter Alf" rzeczywiście kocha swoją wybrankę, a rodzaj walki nakazał mu wyrzeczenie się honoru, który jest wszak jedną z najważniejszych cnót rycerskich.
Ze szczęścia na łonie rodziny zrezygnował także dziennikarz Raymont Rambert. Kiedy jednak opuszczał ukochaną żonę, nie przypuszczał nawet, że minie tak wiele czasu, nim znowu się spotkają. Zamierzał przecież napisać artykuł o Arabach zamieszkujących Oran. Bohater "Dżumy" Alberta Camusa nie mógł jednak wiedzieć, że w azjatyckim miasteczku wybuchnie epidemia. Początkowo więc próbował jak najszybciej wydostać się poza bramy zamkniętego miasta. Czynił to najpierw legalnie, później szukał pomocy u przestępców. Był zdecydowany na każdy czyn, byle tylko dostać się do ukochanej żony. Nie czuł się jednak z tego powodu niemoralny. Swoje postępowanie wyjaśniał zawsze tak samo: "nie jestem stąd". Poza tym pomagał w pracy formacji sanitarnych, założonych przez Tarrou, przyjaciela doktora Rieux. Dopiero gdy zaistniała realna możliwość opuszczenia bram miasta, Rambert zmienił swoją postawę. Zrozumiał, że jest jednym z orańczyków, tak samo jak oni skazanym na łaskę i niełaskę dżumy. Został, aby walczyć. Na szczęście i jego spotka nagroda. Podobnie jak Konrad Wallenrod będzie mógł spotkać ukochaną kobietę. Kiedy jednak romantyczny poprzednik Ramberta umarł, nie ujrzawszy Aldony, dziennikarz mógł na nowo rozpocząć życie u boku ukochanej żony i wraz z nią wrócić wreszcie do domu.
Literatura polska bogata jest w powroty. Na szczególną uwagę zasługują jednak powroty bohaterów, którzy ulegli metamorfozie: całkowicie odmienili swoją postawę, poglądy lub pozycję społeczną...
Po raz kolejny potwierdzenie tych słów odnajduję w przebogatej twórczości "najwyższego z czujących" - Adama Mickiewicza. Bohater narodowej epopei, Jacek Soplica, zniknął z ziem rodzinnych jako zabijaka, pieniacz, zadziorny i buńczuczny szlachcic, który po śmierci Stolnika stracił nie tylko miłość Ewy, ale też powszechną sympatię i szacunek. Wrócił po wielu latach: odziany w sutannę, cichy i pokorny. W postaci księdza Robaka nikt nie domyślał się ojca Tadeusza, dopiero na łożu śmierci wyjawił tajemnicę.
Stanisław Wokulski, bohater "Lalki" Bolesława Prusa, wrócił do Warszawy, zdobywszy nie tylko wiedzę zapał i zainteresowanie nauką, ale też – wielki majątek. To jednakże nie otworzyło bram serca arystokratki Izabeli Łęckiej. Z kolei Andrzej Kmicic, bohater "Potopu" Henryka Sienkiewicza, po powrocie do Wodoktów zdobył miłość Oleńki Billewiczówny. A wyjechał stamtąd jako kłótnik i zabijaka, który nie tylko ważył się zakłócać spokój na ziemiach swego ojca, ale nawet zdradził króla.
Warto przywołać jeszcze postać bohatera powieści Zofii Nałkowskiej "Granica". O Zenonie Ziembiewiczu również można powiedzieć, że wrócił do rodzinnej Boleborzy – jakkolwiek nie leżało to w jego zamiarach. Radykalizujący student, korepetytor Elżuni, młody buntownik pragnął jak najszybciej zapomnieć o przeszłości i wyrwać się z domu rodzinnego. Kompleks boleborzański ciążył nad nim całe życie. Zenon Ziembiewicz ze wstrętem wspominał ojca, którego jedynymi zajęciami były romanse, polowania i narzekanie na chłopów. Wstyd budził w nim także obraz matki, która łamaną francuszczyzną i amatorską grą na pianinie usiłowała nadrobić braki w edukacji i wielkodusznie godziła się na kolejne miłości swego męża... Zenon jednak
"powrócił" do Boleborzy, pomimo że nie wyjechał z Warszawy: powtórzył bowiem wszystkie błędy swojego ojca. Wdał się w romans z kucharką Justyną Bogutówną, wszedł na drogę moralnych kompromisów i nie odnalazł już wyjścia. Zenon nie mógłby się wyrwać z atmosfery zepsucia i zakłamania, w jakiej wyrósł. Przecież, zdaniem Nałkowskiej, "jest się takim, jak miejsce w którym się jest".
Do domu powróciło też całe pokolenie Kolumbów, uczestników II wojny światowej, których młodość umarła w huku strzałów, z tysiącem poległych... Powrócili do domu, lecz jakże inni, jak bardzo odarci z wszelkich uczuć i doznań. Dla ludzi, którzy przeżyli "rzeź", podobnie jak "Ocalony" Tadeusza Różewicza , "jednako waży cnota i występek". Nawet odwieczne wartości, takie jak dom, miłość rodzinna, przestają mieć rację bytu. Podmiot liryczny wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego zastanawia się, czy po wojnie życie w ogóle będzie możliwe. Jak będzie wyglądał świat po „apokalipsie spełnionej”?
Świadomy tego jest także bohater "Kartoteki" Tadeusza Różewicza. On także wrócił do domu. Może normalnie funkcjonować, pracować, wieść spokojne życie z nowymi obowiązkami i przyjemnościami. A jednak nie potrafi odnaleźć się w świecie, który zaistniał na nowo. Nie może odnaleźć wspólnego języka ani ze starszymi, ani z młodszymi od siebie. Pewnie dlatego całkowicie poddał się bierności i wciąż tkwi w domu. To nie on wychodzi do świata, lecz świat przechodzi przez jego mieszkanie...
Odejście jednak nie zawsze daje nadzieję powrotu. Iluż to rówieśników bohatera „Kartoteki” już nigdy nie znajdzie się wśród najbliższych... Ze śmiercią trudno jest się pogodzić również wówczas, gdy przychodzi ona niespodzianie, nie obleczona w sukno wojny. Zabiera człowieka i pozostawia puste miejsce, które już nigdy nie zostanie wypełnione. Jak się zachować w tej beznadziejnej sytuacji? Co robić?
Odpowiedź może dać kot z wiersza Wisławy Szymborskiej. Można "wdrapywać się na ściany / ocierać między meblami, ale niewiele więcej". Kot rzetelnie relacjonuje przebieg swoich poszukiwań: wlazł do wszystkich szaf, wślizgnął się pod dywan, nawet złamał zakaz i rozrzucił papiery. "Co więcej jest do zrobienia?" – pyta rozpaczliwie Pozostanie czekanie i sen, który może przyspieszy czas, sprawi, że "ręka, co kładzie rybę na talerzyk" okaże się tą właściwą. Dla osoby, która pozostawiła kota samego, bez żadnych skrupułów i wyjaśnień, lepiej chyba byłoby, aby już nie wracała. Wierny przyjaciel ostrzega:
"niech no on tylko wróci
niech no się pokaże
już on się dowie
że tak z kotem nie można
jakby się wcale nie chciało
pomalutku
na bardzo obrażonych łapach
i żadnych skoków pisków
na początek".
Powroty do domu nie zawsze są więc możliwe. Jednak nieodmiennie (z wyjątkiem postaci w typie Zenona Ziembiewicza) budzą one tyle szczęścia, iż pragnie się ich nawet wówczas, gdy bóg jest tuż obok – za drzwiami niebiańskiej chatki...



Drukuj