|
W naszym rejonie
najważniejsze były i częściowo są do dziś, dyngusowe śpiewki – wieczorem
pierwszego dnia Wielkiej Nocy. W obrzędzie uczestniczyli przede wszystkim młodzi
ludzie, śpiewając za oknami domów w kilku lub kilkunastoosobowych grupkach,
przeważnie po jednej lub dwie grupy w danej wsi. Dość często również najbardziej
aktywni dyngusiarze „przenosili się” po „obśpiewaniu” domów we własnej wsi do
sąsiedniej miejscowości, by tam również, przynajmniej w niektórych domach,
powtórzyć repertuar. Kluczem wyboru domów w tej drugiej wsi były: pewność co do
życzliwości i hojności domowników lub przekonanie, że wśród słuchaczy są młode
dziewczęta. W tym miejscu należy podkreślić, że w pierwszym okresie znanym nam z
pamięci i z opowieści ludzi starszych, po dyngusie chodzili wyłącznie chłopcy
lub młodzieńcy. Z czasem jednak, począwszy mniej więcej od lat
siedemdziesiątych- tu także nastąpiła zmiana: sądzę iż był to jeden z symptomów
zmiany obyczajów, większego tzw. „młodzieżowego luzu”, co niestety nie zawsze
wychodzi na korzyść ustalonemu przez dziesięciolecia porządkowi- w chłopskim
najprostszym rozumieniu tego słowa. Problem polegał n tym, że ów „młodzieżowy
luz” oznaczał także i to coraz częściej brak dyscypliny (np.. w trakcie
przygotowań do zespołowego śpiewania) ale także, nie rzadko, nadmiar wypitego
alkoholu, a w związku z tym skłonność do spontanicznej zmiany repertuaru,
popisywaniu się znajomością wielkomiejskich przebojów.
Ukryta w tych słowach,
gestach nuta drwiny z wiejskiej, chłopskiej tradycji była, tak mi się wydaje
początkiem końca obrzędu tym razem dyngusowego.
Zrozumiałe bowiem, że
wśród odbiorców, zwłaszcza starszych wiekiem taki hałas za oknem budził
narastającą niechęć i coraz częściej - to kolejny znak czasu - przeszkadzał w
spokojnym odbiorze telewizyjnego obrazu.
Opinia, że telewizja
„wyparła obrzędy z wiejsko-chłopskiej tradycji wydaje się prawdziwa, choć sprawa
jest moim zdaniem, bardziej złożona.
Z jednej strony
telewizja, obok radia, dostarczyła ludziom z tak zwanych zapadłych wsi, mnóstwa
informacji i rozrywek: tym samym tradycyjne obrzędy, a także odpusty stopniowo
zaczęły tracić na znaczeniu, przestały być czymś niezwykłym i jedynym, niosącym
odmianę w monotonii wiejskiej codzienności.
Zbiegło się to ze
wspomnianą już nasilającą się modą na odstępstwa od przyjętych w dyngusowym
obrzędzie reguł.
Odstępstwa polegały nie
tylko na zmianie repertuaru, ale także n coraz większej wśród dyngusiarzy
preferencji do alkoholowego poczęstunku który zaczął zastępować wręczanie
śpiewakom jajka, młodsi z kolei woleli pieniądze, co domowników stawiało nieraz
w kłopotliwej sytuacji.
Trudno chyba jednak
mówić o jakichś przesłankach ściśle materialnych, to była bowiem i jest do dziś
swoista maniera, której w większości przypadków nikt nie starał się hamować czy
korygować.
Nie będzie przesadą
wniosek, że degradacja wiejskich obrzędów jest także jednym z przejawów
degradacji kultury wiejskiej, tej to w tradycyjnym społecznym znaczeniu.
Czy jest to proces nie
odwracalny? To właśnie pytanie na które odpowiedź nie jest łatwa, bo to trochę
jakby pytać, czy można zatrzymać czas, albo przejść dwa razy przez tą samą
rzekę? Jedno co na pewno można, warto robić to mianowicie starać się, by
przynajmniej ocalić od zapomnienia. Taki jest właśnie motyw przewodni naszej
izby i przygotowanych tu zbiorów regionalnych przyśpiewek ludowych, a także -
właśnie dyngusowych.
Główne ich przesłanie
to chęć sprawienia słuchającym przyjemność i przekazania im słów ciepłych i
życzliwych.
Kliknij jeśli chcesz zobaczyć przykłady piosenek i przyśpiewek dyngusowych
typowych dla regionu opoczyńskiego
Fragmenty wystąpienia Bożeny
Wielgus, dyrektora PSP w Myślakowicach,
wygłoszonego podczas otwarcia Izby Regionalnej – kwiecień 2002.
do góry
|