Aktualnosci

.

.


numer 53

Numer marcowy - Mała Szkoła

Zapraszamy wszystkie Małe Szkoły
do włączenia się w obchody III Święta Małej Szkoły

Czytaj także:

Projekty realizowane przez Małe Szkoły:

Handzlówka

Gorawino

Interaktywna gmina Niegow@


numer 52

Numer grudniowy - Mała Szkoła
Pomysły na rozwój kobiet

Czytaj:

Kobiety z pasją

YES SYDONIA


numer 51

Numer listopadowy - Mała Szkoła
Wybrane artykuły już na stronie!

Niekonwencjonalne szkolenia czytaj dalej >>


numer 50

Numer pażdziernikowy - Mała Szkoła

Nauczyciel liderem przedsiębiorczości.
Wybrane artykuły już na stronie!


W numerze znajdziesz:

Magia wydawania

Przedsiębiorczy edukator

Rzeczpospolta Internetowa

Wolontariat studencki


archiwum!


Projekt przybliżający fundusze strukturalne, możliwości ich wykorzystania, a zwłaszcza zrealizowane ciekawe projekty czytaj dalej >>


Oddział zachodniopomorski, czyli działaj lokalnie, a my będziemy to nagłaśniać czytaj dalej >>


Wybrane artykuły numeru pażdziernikowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru wrześniowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru majowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru marcowego i kwietniowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>



II Święto Małej Szkoły - obchody centralne w niedzielę, 4 czerwca, w Warszawie na Nowym Świecie czytaj dalej >>


Konkurs "Rozczytane Wsie" rozstrzygnięty! czytaj dalej >>


Aktualny adres redakcji czytaj dalej >>

Aktywność i przedsiębiorczość na wsi.   Pismo poświęcone zrównoważonemu rozwojowi.

Wolontariat Studencki


O programie "Wolontariat studencki" pisaliśmy w czerwcowym numerze Małej Szkoły. Dziś powracamy do tematu, ponieważ w czasie wakacji zrealizowano bardzo ciekawe projekty. Warto dowiedzieć się czegoś od ich uczestników. Na początek sprawozdanie studentki - jednej z wielu osób, które latem tego roku w ramach projektu odwiedziły szkoły. Następnie wywiad z Kamilą Balak, regionalną koordynatorką wolontariatu w województwie pomorskim.
Parę dni przed wyjazdem


Gdyby ktoś zapytał mnie wtedy o nastrój przed wyjazdem, musiałabym się głęboko zastanowić nad nadaniem nazw uczuciom. Przede wszystkim była to ciekawość, podekscytowanie długą podróżą, nowymi znajomościami, nowym miejscem, spotkaniem z gromadką dzieci, które trzeba będzie ujarzmić. No właśnie - dzieci! Czy będę potrafiła się z nimi dogadać? Na szczęście nie jadę sama. Nasze liderki - Ania i Asia - są już doświadczone. W razie trudności odsiecz gwarantowana...

Dzień przed rozpoczęciem zajęć


Popołudnie. Ciemne, mroczne, dżdżyste. Strop nieba - szara płachta zarzucona nad nami... Taka pogoda przywitała nas, gdy wysiedliśmy nieco zdezorientowani (w którą stronę teraz?!?) z autobusu we Wrzesinie. Ale co tam, pogoda. Najbardziej zaskakujące, a zarazem niesłychanie miłe, radosne, pokrzepiające i ujmujące było powitanie ze strony małego chłopca, który, obserwując nas przez okno, wykrzyknął: "Ooo! Studenci! A ja się będę u Was uczył!".
Jak miło jest przyjechać do miejsca, gdzie ktoś na ciebie czeka; więcej - wprost wyczekuje! I to bardzo niecierpliwie, wypatrując przez okno.

Pierwszy dzień


Uff!!!! Udało się! Lody przełamane. Pierwszą zabawą, która miała pomóc w poznaniu nowych imion, było ich narysowanie ("Spotkania na szczycie"). Dwudziestka maluchów zabrała się ochoczo do pracy. Zauważyłam, że dwójka najmłodszych z niepewnością obraca kredki w palcach, pochylona nad wciąż czystym arkuszem papieru. Usiadłam obok nich i wytłumaczyłam na nowo zasady zabawy. Dziewczynka zdradziła mi swoje imię: "Ksenia" wyszeptała do ucha. Zabrałyśmy się do rysowania, uzgadniając, iż kwiatek idealnie pasuje do pierwszej litery jej imienia.
Po zajęciach plastycznych potrzebna była odmiana. Zwłaszcza chłopcy potrzebowali ruchu. I tu przydała się okrągła, kolorowa płachta materiału - chusta integracyjna. Dzieci uwielbiały wszelkie zabawy z nią.

Dni kolejne


Niektóre były lżejsze, inne - wyczerpujące. Zależało to w znacznej mierze od obecności kilku starszych chłopców, których ciężko było utrzymać w ryzach. Całe szczęście, że wśród nas, wolontariuszy, był jeden rodzynek - Łukasz. Urwisy odnosiły się do niego z nabożnym szacunkiem. "Panie Łukaszu, chodźmy grać w piłkę!!!" " wciąż ponaglali. I na nic się zdały protesty i argumenty, że "panu Łukaszowi" odkleiła się podeszwa od adidasów. Pomimo tak poważnego defektu musiał zagrać. Dzieciaki nie nudziły się z nami - tego jestem pewna. Ciągle wymyślaliśmy dla nich nowe zajęcia, gry, zabawy. I tak np. zorganizowaliśmy dzień indiański. Każde dziecko otrzymało nowe imię, które później zobrazowaliśmy specjalnymi farbkami na jego buzi. Dzieciaki lepiły dzbanuszki i inne cudeńka z gliny, robiły wisiorki z makaronu, chłopcy wykonywali łuki z gałęzi, a dziewczynki spódniczki z krepiny. Na koniec zasiedliśmy w pobliżu wigwamu (zrobionego z chusty integracyjnej i wieszaka) wokół prowizorycznego ogniska (w rzeczywistości były to jedynie ułożone gałęzie - ze względu na pogodę zajęcia odbywały się w sali gimnastycznej) i wspólnie odśpiewaliśmy wymyślony przez dzieci hymn plemienny.
Czas płynął nadzwyczaj szybko, bez chwili wytchnienia. Te 5 godzin zajęć skupiało chyba 80 procent energii dobowej. Po zajęciach nieraz zmęczeni ucinaliśmy sobie krótkie drzemki, aby naładować akumulatory na...

...wieczory

Mieliśmy też sporo chwil dla siebie. Poranki (zajęcia rozpoczynały się o godzinie 10.00) mijały nam na dopracowywaniu programu zajęć, dobieraniu zabaw i gier. Tak naprawdę wolny czas mieliśmy dopiero po zajęciach. Spędzaliśmy go aktywnie. Około 3 km od Wrzesiny było cudowne jeziorko. Wybieraliśmy się tam, jeśli tylko pogoda dopisała. Pływaliśmy, wylegiwaliśmy się na pomoście w sierpniowym słońcu, jeździliśmy rowerami wodnymi, graliśmy w bilard. Udało nam się nawet wybrać na grzyby. Oprócz tego zwiedziliśmy dalsze okolice. Autostop okazał się najwygodniejszym i najciekawszym środkiem transportu. A ile ciekawych ludzi przy tym poznaliśmy...
Poza świetnymi doświadczeniami i wspomnieniami pozostało coś więcej. Zrozumiałam, że dotychczas moje życie kręciło się tylko wokół mnie. Każda aktywność miała służyć tylko mojej rozrywce, edukacji, przyjemności. Kino, teatr, sporty, tańce - dbałam tylko o siebie. A przecież nie o to w życiu chodzi! Dlatego też obiecałam sobie solennie, że również w trakcie roku akademickiego zaangażuję się w pracę jako wolontariuszka. Myślę o hospicjach... i przekonam się, ile miejsca we mnie jest dla innych.
Magdalena Mikołowicz

Magdalena Mikołowicz


wolontariuszka, studentka medycyny na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, fragmenty sprawozdania z projektu kreatywnego "Taniec, ruch i integracja" realizowanego w dniach 20-25.08.2006 we Wrzesinie.

Chciałbym zostać studentem!


Wywiad z Kamilą Balak, regionalnym koordynatorem ?Wolontariatu studenckiego? w województwie pomorskim
Katarzyna Bohdanowicz: Jakie są Pani najważniejsze obowiązki jako regionalnego koordynatora?
Kamila Balak:

Wspieranie na terenie mojego regionu realizacji Programu poprzez propagowanie jego misji, celów i zadań. Służy temu upowszechnianie informacji o Programie, utrzymywanie bezpośredniego kontaktu ze środowiskiem akademickim, szkołami i lokalnym samorządem. Bardzo istotne jest również wspieranie działań wolontariuszy: porady, szkolenia, pomoc merytoryczna.

Jak ocenia Pani tegoroczną wakacyjną edycję programu?


W tym roku studenci odwiedzili blisko 100 szkół w małych miejscowościach. Poświęcili czas i energię ponad pięciu tysiącom dzieci. W województwie pomorskim aktywnie włączyły się w realizację programu m.in. Szkoła Podstawowa im. ks. J. Sobisza w Wysinie (gmina Liniewo) oraz Zespół Szkół Publicznych w Bytoni (gmina Zblewo). W tych miejscowościach projekty trwały przez całe wakacje. Studenci przyjeżdżali z całej Polski. Program cieszy się coraz większym zainteresowaniem zarówno wśród studentów, jak i szkół. Placówki, w których po raz pierwszy przeprowadzono projekty wakacyjne, deklarują chęć dalszej współpracy.

Co jest najciekawsze w pracy regionalnego koordynatora?


Zajęcie daje niezwykle dużo satysfakcji. To przede wszystkim codzienny kontakt z drugim człowiekiem, świadomość współdziałania w tworzeniu czegoś dobrego i potrzebnego. Praca ta pozwala się rozwijać, ponieważ każdego dnia uczę się czegoś nowego.

A co jest największym wyzwaniem?


To, żeby w jakiś sposób wykształcić w studentach postawę prospołeczną, przypomnieć im elementarne wartości, o których w dzisiejszym zabieganym świecie często zapominamy. Ponadto uświadomienie ludziom, że wolontariat nie jest tylko dawaniem i poświęcaniem się dla innych, że każdy, kto miał kiedykolwiek do czynienia z wolontariatem, dostał znacznie więcej, niż dał. Najtrudniej przekonać studentów do wyjazdu na pierwszy projekt.

Jak ocenia Pani pracę studentów?


Wszystkie projekty, które miałam okazję obserwować, pokazywały, że studenci nawiązują z podopiecznymi wspaniały kontakt, więź emocjonalną i stają się dla nich wzorcem do naśladowania. Często w odpowiedzi na pytanie: ?Kim chciałbyś zostać??, skierowane do najmłodszych uczestników projektu, słyszałam odpowiedź: "Studentem".

Dlaczego sądzi Pani, że projekty wakacyjne są potrzebne?


Najważniejszym powodem są dla mnie opinie społeczności lokalnych. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć słowa dyrektor Szkoły Podstawowej w Wysinie - Ewy Filipskiej: "Dzieci wiejskie mało korzystają z wypoczynku zorganizowanego. Najczęściej wyjeżdżają jedynie do babci lub cioci. Szkoła latem jest zamknięta, więc dzięki projektom można pogodzić dwie rzeczy - szkoła udostępniona dla dzieci, które pozostają w czasie wakacji w domu, i zorganizowanie ciekawych zajęć".

Jakie są Państwa plany na najbliższą przyszłość?


Przede wszystkim chcemy jeszcze bardziej rozwinąć program, aby ?Wolontariat studencki? stał się w przyszłości prężnie działającym, masowym ruchem społecznym, wspomagającym rozwój dzieci i młodzieży.

rozmawiała: Katarzyna Bohdanowicz