Aktualnosci

.

.


numer 53

Numer marcowy - Mała Szkoła

Zapraszamy wszystkie Małe Szkoły
do włączenia się w obchody III Święta Małej Szkoły

Czytaj także:

Projekty realizowane przez Małe Szkoły:

Handzlówka

Gorawino

Interaktywna gmina Niegow@


numer 52

Numer grudniowy - Mała Szkoła
Pomysły na rozwój kobiet

Czytaj:

Kobiety z pasją

YES SYDONIA


numer 51

Numer listopadowy - Mała Szkoła
Wybrane artykuły już na stronie!

Niekonwencjonalne szkolenia czytaj dalej >>


numer 50

Numer pażdziernikowy - Mała Szkoła

Nauczyciel liderem przedsiębiorczości.
Wybrane artykuły już na stronie!


W numerze znajdziesz:

Magia wydawania

Przedsiębiorczy edukator

Rzeczpospolta Internetowa

Wolontariat studencki


archiwum!


Projekt przybliżający fundusze strukturalne, możliwości ich wykorzystania, a zwłaszcza zrealizowane ciekawe projekty czytaj dalej >>


Oddział zachodniopomorski, czyli działaj lokalnie, a my będziemy to nagłaśniać czytaj dalej >>


Wybrane artykuły numeru pażdziernikowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru wrześniowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru majowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru marcowego i kwietniowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>



II Święto Małej Szkoły - obchody centralne w niedzielę, 4 czerwca, w Warszawie na Nowym Świecie czytaj dalej >>


Konkurs "Rozczytane Wsie" rozstrzygnięty! czytaj dalej >>


Aktualny adres redakcji czytaj dalej >>

Aktywność i przedsiębiorczość na wsi.   Pismo poświęcone zrównoważonemu rozwojowi.

Projekty realizowane przez Małe Szkoły:

Handzlówka:

Czym wieś bogata, tym zarabia
O projekcie Produkt Lokalny Naszym Dziedzictwem prowadzonym w Handzlówce w ramach programu Rzeczpospolita Internetowa.
Kilka faktów na początek

Ogłoszenie o programie Rzeczpospolita Internetowa Krystyna Musz-Kisała znalazła w internecie. Szukała, żeby znaleźć. Swoim znaleziskiem podzieliła się z innymi kobietami. Usiadły wtedy i uradziły, że trzeba wykorzystać ten program do promowania tego, czym zajmują się od lat. A przy okazji zrobić coś pożytecznego dla wsi. Tak zrodził się pomysł na projekt Produkt Lokalny Naszym Dziedzictwem, który znalazł się w finale programu i ostatecznie uzyskał 48 700 zł grantu.

Kiedy zadzwoniłam do pani Krystyny, żeby umówić się na spotkanie, przywitał mnie w słuchawce miły i energiczny głos. Po chwili udało się nam ustalić miejsce i datę spotkania: Handzlówka, 19 lutego, godz. 13.00. Pani Krystyna obiecała, że zaprosi również panie, tworzące Lokalną Grupę Działania.

Spotkanie

Handzlówka leży w województwie podkarpackim, jakieś 10 kilometrów od Łańcuta. Do wsi można z Łańcuta dojechać autobusem PKS. Podróż zajmuje 20 minut. We wsi żyje ok. 1500 mieszkańców.

Wysiadłam na przystanku Handzlówka Centrum, gdzie przywitał mnie zapach wilgotnej ziemi. Wieś czaruje malowniczością. To przez tę pagórkowatość, która sprawia, że jedne domy wyłaniają się spomiędzy drzew, inne kryją się wśród ich konarów. Uliczki, odchodzące od głównej drogi, wiją się w górę, jak wstążki - o tej porze roku jednobarwne. Na spotkanie umówione byłyśmy w stojącym na wprost przystanku dwupiętrowym budynku, w którym mieszczą się biblioteka, poczta, straż pożarna oraz urzęduje sołtys.

Przyszły: Krystyna Musz-Kisała (autor i kierownik Projektu), Alina Becla (właścicielka gospodarstwa agroturystycznego, specjalistka m.in. od kontaktów z mediami i cynamonek), Małgorzata Bytnar (specjalistka m.in. od chleba na liściu kapusty, konfitur i soku malinowego), Dorota Magryś (specjalistka m.in. od pierogów ze śliwkami, jabłkami i drożdżowych bułeczek) oraz Małgorzata Magryś (świeżo upieczony sołtys, specjalistka m.in. od ruskich pierogów). Wszystkie wchodzą w skład Lokalnej Grupy Działania "Zagroda". Zawiązanie takiej grupy było jednym z warunków przystąpienia do programu. W sumie grupę tworzy osiem osób. Koordynatorem projektu i wnioskodawcą zostało Stowarzyszenie Promocji i Rozwoju Wsi Handzlówka. Aby przygotowany projekt mógł wziąć udział w programie, musiał zostać zaakceptowany przez Wójta Gminy Łańcut. Krystyna Musz-Kisała: Wydawało się, że już na etapie gminnym przepadniemy, ale wniosek był po prostu dobry i uzyskał akceptację wójta. Pisząc projekty, staram się robić to tak, żeby nie pisać w próżnię, tak, żeby był z tego jakiś pożytek.

Planowane korzyści z projektu (według wniosku pełnego): stworzenie czterech kącików komputerowych, bazy danych o produktach i wytwórcach, portalu produktu lokalnego i turystyki z ofertą produktów tradycyjnych, sporządzenie wniosków o wpis na Listę Produktów Tradycyjnych, stworzenie przenośnych stoisk promocyjno-wystawienniczych, zrobienie zdjęć z prezentacji, kiermaszy, wystaw do dalszej promocji, przekonanie wytwórców, że warto współpracować, korzystać z nowoczesnych technik. Pytam, dlaczego właśnie produkt lokalny stał się tematem projektu.

Krystyna Musz-Kisała: Bo to wszystko, głównie artykuły spożywcze, wytwarzamy u nas w Handzlówce w oparciu o tradycyjne przepisy od lat.

Grant pozwolił też na kupno kilkudziesięciu mundurów, druk kalendarzy i pocztówek, zorganizowanie wycieczki dla strażaków i ich rodzin, przeprowadzenie m.in. szkolenia z ratownictwa medycznego.

Małgorzata Bytnar: Na przykład chleb na liściu kapusty, pierogi, naleśniki, gołąbki, pyzy, ciasta, konfitury, powidła, sałatki, ogórki. Przerabiamy to, co mamy u siebie.

Alina Becla: Susz owocowy. I wyciąga z torby poporcjowane w zgrabne paczuszki wysuszone plasterki jabłek obsypane cynamonem. Chrupiemy ze smakiem cynamonki. Zdecydowanie lepsze i zdrowsze od chipsów ziemniaczanych. Rozmowa toczy się dalej.

Małgorzata Magryś: Wytwarzamy nasze produkty według przepisów naszych mam, babć.Produkty lokalne (według wniosku pełnego): We wsiach gminy Łańcut drobni wytwórcy w małych gospodarstwach rolnych wytwarzają swojskie, oparte na tradycyjnych recepturach produkty żywnościowe (chleb, gomółki, proziaki, serwatkę wielkanocną, wędliny, miody, susz z owoców itp.) i rękodzieło. Wszystkie produkty cieszą się dużym zainteresowaniem konsumentów, turystów z kraju i z zagranicy. Ich produkcja oraz sprzedaż bezpośrednia mogą się stać dodatkowym źródłem dochodów mieszkańców wsi, a markowe produkty ? wizytówką regionu.

Czwartki uczelniane, piątki urzędnicze

Początki pomysłu sięgają końca lat 90. Wtedy po raz pierwszy na wielkanocnych kiermaszach organizowanych w Łańcucie Handzlówka wystawiła swoje produkty, a właściwie jeden główny - specjalność wsi, czyli serwatkę wielkanocną. Serwatka to ciecz, która powstaje przy kwaszeniu mleka. Ale serwatka wielkanocna to już tutejsza specjalność. Bo do serwatki dodaje się jajka, wędliny, chrzan, sól. I powstaje coś w rodzaju pożywnego napoju, może nawet zupy.

Z czasem te łańcuckie niedziele palmowe wzbogacano o bułki, chleby, placki, gomółki (suszony ser), koszyki. Ludzie coraz chętniej kupowali handzlowskie produkty. A handzlowianki robiły je, żeby prezentować tradycje wiejskie, no i po to, żeby zarobić. Punktem zwrotnym w tej działalności było spotkanie z rektorem Politechniki Rzeszowskiej, który ma domek w Handzlówce. Pewnej niedzieli pani Alina z rodziną wybrała się na spacer do rektora. W trakcie rozmowy o tym, co mieszkańcy powinni robić dla wsi, rektor stwierdził, że wieś powinna sprzedawać to, co ma najlepszego.

Alina Becla: No to co? No to dobry produkt. Rektor zaproponował, żeby u niego na uczelni zrobić stoiska i sprzedawać. Stworzyliśmy więc grupę, która zaczęła systematycznie jeździć na politechnikę. Oni udostępniali nam nieodpłatnie miejsce, a my mieliśmy pilnować, żeby wszystko było w porządku

Od początku dobrze zorganizowały swoją pracę. Stworzyły nieskomplikowany system, bo jak twierdzą - w prostocie siła. Każdy wytworzony produkt zostaje przez wytwórcę zapakowany i zaetykietowany. Etykietka to taka metryczka, która zawiera nazwę produktu, imię i nazwisko wytwórcy oraz kontakt do niego.

W handlowym dniu samochód jednego z handzlowian podjeżdża pod domy mieszkańców i zabiera towar. Przy jego odbiorze na kartce spisywane jest: kto, jaki produkt i w jakiej ilości dał oraz za jaką cenę. Ustalono również, że każdy wytwórca ze sprzedaży swoich produktów przekazuje 10% uzyskanych dochodów na koszty organizacyjne. Te pieniądze wykorzystywane są na kupno woreczków foliowych, wyposażenie stoisk itp. Po roku grupie doszła do obsługi Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Zdobyła też kilka punktów, w których sprzedaje z samochodu, np. przy Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego albo przy Urzędzie Gminy w Łańcucie. I tak czwartki zrobiły się uczelniane, a piątki, urzędnicze.

Alina Becla: Tak naprawdę to jest dobry sposób, żeby wieś mogła zarabiać. Sprzedawać to, czym jest bogata, bo trudno sprzedać surowiec. Natomiast jeśli się go przetworzy i zrobi coś dobrego, bez środków chemicznych, to klient sam oceni, wykluczy kogoś, kto robi źle. Wytwarzanie handzlowskich produktów na sprzedaż zaczynało kilkanaście osób ze wsi. Nie wszyscy jednak zdołali spełniać podstawowe wymagania, żeby towar był zawsze o tej samej porze, zawsze świeży, zawsze schludnie i czysto zapakowany. Nikt nie mógł też zagwarantować, że cały towar zostanie sprzedany, więc część osób z początkowej grupy powoli się wykruszyła, aż zostało 8 osób. To one w projekcie tworzą Lokalną Grupę Działania.

O samym projekcie

Obecnie projekt Produkt Lokalny Naszym Dziedzictwem jest na półmetku. W ramach projektu Grupa Działania otrzymała pakiet multimedialny, komputer przenośny, 12 komputerów stacjonarnych (w większości bez oprogramowania) i pieniądze. Wystąpiły wprawdzie pewne opóźnienia z przekazaniem sprzętu, bo ostatnia jego partia dotarła dopiero na początku stycznia, choć w założeniach miała być w połowie listopada. Pań to jednak nie dziwi, bo z własnego doświadczenia wiedzą, że przy każdym działaniu pojawiają się nieoczekiwane przeszkody. Istnieją też pewne niedogodności natury formalnej. Wniosek realizuje Lokalna Grupa Działania, ale wnioskodawcą jest Stowarzyszenie i to właśnie ono może podpisywać wszystkie rachunki i umowy. Formalnie też jest właścicielem sprzętu, choć sprzęt używany jest przez grupę.

Z otrzymanych środków finansowane są szkolenia uczestników projektu z zakresu: korzystania z komputera i internetu, wytwarzania produktów regionalnych, pisania wniosków o środki pomocowe. Pokrywane są koszty udziału w targach, na których promuje się handzlowskie produkty. Udało się już kupić podgrzewacze do potraw - bardzo pożyteczny sprzęt, wykorzystywany na kiermaszach czy targach.

Alina Becla: Dobrze jest, że przy okazji tego projektu daje się szanse ludziom na wytworzenie czegoś i zarobienie pieniędzy. Nie chodzi nam o to, żeby angażować zewnętrzne firmy. Założenie jest takie, żeby zaangażować jak najwięcej osób stąd, żeby pieniądze, które otrzymujemy w ramach projektu, pozostały na wsi.

Za najważniejsze cele tego projektu uważają przygotowanie dokumentów do wpisania niektórych lokalnych, handzlowskich produktów na Listę Produktów Tradycyjnych oraz stworzenie strony internetowej, nie tylko prezentującej efekty zrealizowanego projektu, ale również promującej produkty. Jeśli niektóre produkty znajdą się na Liście Produktów Tradycyjnych, wtedy produkt będzie można sprzedawać w sposób sformalizowany, a małe gospodarstwa będą mogły starać się w latach 2007-2013 o środki unijne. Z kolei stronę internetową kobiety będą chciały wykorzystać do prowadzenia sprzedaży bezpośredniej. Będzie można na niej zaprezentować produkt, pozostawić kontakt i czekać na zamówienie. Pytam, co jest najtrudniejsze w realizacji projektu.

Kobiety zgodnie twierdzą, że projekt trwa zbyt krótko. Trudno w ciągu kilku miesięcy zrealizować wszystko, co sobie założyły. Trudne też jest przekonanie mieszkańców, że warto. Bo zazwyczaj osoby wychowywane na wiejskich produktach uważają je za pospolite i nie wierzą, że mogą być one hitem rynkowym.

Alina Becla: Kobiety dziwią się - kto to będzie jadł - zwykłe ogórki kiszone ze smalcem, chleb pieczony po domowemu...

Na koniec pytam, jakich rad udzieliłyby mieszkańcom innych wsi.

Krystyna Musz-Kisała: Nie bać się podjęcia decyzji.

Małgorzata Magryś: Działać.

Małgorzata Bytnar: Trzeba spróbować.

Dorota Maryś: Mieć dobre przepisy.

Alina Becla: Ważne, żeby zebrać grupę ludzi, bo raźniej, znaleźć sobie sprzymierzeńców, rozejrzeć się za rykiem zbytu. I nie wstydzić się produktów ze swojego regionu.

Marta Baron