Aktualnosci

.

.


numer 53

Numer marcowy - Mała Szkoła

Zapraszamy wszystkie Małe Szkoły
do włączenia się w obchody III Święta Małej Szkoły

Czytaj także:

Projekty realizowane przez Małe Szkoły:

Handzlówka

Gorawino

Interaktywna gmina Niegow@


numer 52

Numer grudniowy - Mała Szkoła
Pomysły na rozwój kobiet

Czytaj:

Kobiety z pasją

YES SYDONIA


numer 51

Numer listopadowy - Mała Szkoła
Wybrane artykuły już na stronie!

Niekonwencjonalne szkolenia czytaj dalej >>


numer 50

Numer pażdziernikowy - Mała Szkoła

Nauczyciel liderem przedsiębiorczości.
Wybrane artykuły już na stronie!


W numerze znajdziesz:

Magia wydawania

Przedsiębiorczy edukator

Rzeczpospolta Internetowa

Wolontariat studencki


archiwum!


Projekt przybliżający fundusze strukturalne, możliwości ich wykorzystania, a zwłaszcza zrealizowane ciekawe projekty czytaj dalej >>


Oddział zachodniopomorski, czyli działaj lokalnie, a my będziemy to nagłaśniać czytaj dalej >>


Wybrane artykuły numeru pażdziernikowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru wrześniowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru majowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>


Wybrane artykuły numeru marcowego i kwietniowego są już dostępne na stronie archiwum 2006 >>



II Święto Małej Szkoły - obchody centralne w niedzielę, 4 czerwca, w Warszawie na Nowym Świecie czytaj dalej >>


Konkurs "Rozczytane Wsie" rozstrzygnięty! czytaj dalej >>


Aktualny adres redakcji czytaj dalej >>

Aktywność i przedsiębiorczość na wsi.   Pismo poświęcone zrównoważonemu rozwojowi.

Magia wydawania


Tegoroczna jesień przypomina w wielu państwowych urzędach ostatnie dni wyprzedaży. Okazja już się nie powtórzy, trzeba szybko wydać pieniądze z różnych unijnych funduszy, przeznaczonych dla Polski w latach 2004-2006. W sumie ponad 12 miliardów euro. Już teraz jest jasne: polskie samorządy świetnie poradziły sobie z wykorzystaniem pieniędzy z Brukseli.


Przynajmniej jedna obawa została raz na zawsze rozwiana , jeszcze rok temu prognozowano, że Polacy nie będą umieli poradzić sobie z wykorzystywaniem unijnych funduszy, nie będą składać wniosków, a urzędnicy nie będą potrafili ich załatwić. Przyśpieszenie nastąpiło wiosną tego roku. Teraz widać, jak bardzo na wyrost były to obawy. Trzy miesiące przed końcem roku minister rozwoju regionalnego, Jerzy Kwieciński, triumfalnie ogłosił, że złożono wnioski na dofinansowanie z różnych programów unijnych na kwotę 65 miliardów złotych. To około 180 procent pieniędzy, które Polska otrzyma z Brukseli.
Dlatego teraz, w ostatnich miesiącach 2006 roku, urzędnikom pozostaje właściwie tylko nadzorowanie i rozliczanie już zaaprobowanych wniosków.

Equal liderem,
ryby na szarym końcu


Zdecydowanym liderem wśród unijnych programów w Polsce jest Inicjatywa Wspólnotowa Equal, której celem jest likwidowanie dyskryminacji na rynku pracy. Organizacjom, urzędom i firmom przyznano już 94 proc. pieniędzy przeznaczonych na ten program.
Najniższy poziom zakontraktowania notuje się w programie "Rybołówstwo i przetwórstwo ryb". Prawdopodobnie polskie ryby nie przełkną wszystkich unijnych funduszy. We wrześniu odpowiedzialne resorty zaakceptowały do płatności niewiele ponad połowę kwoty, o którą starali się producenci i przemysłowcy związani z tą gałęzią gospodarki.
Świetnie wykorzystywane sš pieniądze na inwestycje w regionach w ramach ZPORR (Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego), na który Bruksela zaplanowała przekazać nam blisko 3 miliardy euro. Już w czerwcu np. małopolscy urzędnicy triumfalnie ogłosili, że zaakceptowali ostatni projekt inwestycyjny, który otrzyma dofinansowanie w ramach ZPORR. W tym samym czasie przedstawiciele województwa podlaskiego alarmowali na konferencjach prasowych, że dostali za mało pieniędzy w stosunku do rzeki wniosków, zalewajšcej region. Trudno sobie wyobrazić, by regiony nie wykorzystały pieniędzy, otrzymanych w ramach funduszy strukturalnych na lata 2007/2013.
Wciąż kuleje natomiast wykorzystanie pieniędzy w ramach SPO Rozwój Zasobów Ludzkich. Jeszcze blisko 20% sumy przeznaczonej dla Polski na ten cel było jeszcze we wrześniu do wzięcia i wciąż trwa rozpatrywanie wniosków o dopłaty.

Opera w Krakowie,
stadion dla Kielc


Gdybyśmy chcieli wyliczyć wszystkie inwestycje, które w ostatnich dwóch latach finansowano z funduszy strukturalnych, trzeba by było wydać opasłą księgę. A to byłaby i tak mała część wniosków, jakie udało się sfinansować w ramach ZPORR. Wszystkie złożone wnioski pokazują, jak wielką i niezałataną dziurą jest wciąż lokalna polska infrastruktura. Samorządowcy złożyli projekty na dofinansowanie w takich dziedzinach, jak np. edukacja, sport, budowa i remonty szpitali w gminach na sumę blisko siedmiokrotnie przekraczającą tę, która była do rozdania w ramach ZPORR.
Najbardziej spektakularnym przedsięwzięciem jest bez wątpienia budowa wspaniałej Opery Krakowskiej, o której wielkości i świetności mówi się już w Europie. W Kielcach powstaje m.in. dzięki funduszom unijnym ogromny stadion, który pomieści 15 tys. widzów. To będzie najnowocześniejszy stadion w Polsce. Z kolei w województwie kujawsko-pomorskim Unia współfinansuje szerokopasmową sieć informacyjną. Światłowodowa autostrada połączy w całym województwie administrację, placówki oświaty i kultury, służbę zdrowia. Lekarz z karetki pogotowia będzie mógł natychmiast łączyć się ze wszystkimi szpitalami i konsultować przypadek, a uczniowie będą mieć ze swojej szkoły dostęp do zbiorów muzealnych, bibliotek itd. Nie sposób jeszcze precyzyjnie podliczyć, ile pieniędzy w skali całego kraju zostało przeznaczone na bardziej przyziemne cele: budowę i modernizację dróg, mostów i obwodnic, utylizację śmieci, ochronę środowiska naturalnego. Sporo dostało się też dziedzictwu narodowemu. W gminie Nowa Słupia w świętokrzyskiem remontuje się zabytki i rozwija turystykę, w Starym Sączu przebudowuje się średniowieczny rynek i prowadzące do niego uliczki.
Proces przyznawania dotacji pokazał jednocześnie, że dzielenie unijnych pieniędzy może wywołać ostre protesty, konflikty, a nawet zadymy. Tak było np. w Zielonej Górze, gdzie marszałek województwa zamierzał przeznaczyć pieniądze na budowę nowoczesnej biblioteki w Gorzowie, a nie na rozbudowę stadionu żużlowego, czego domagała się część radnych. W efekcie kibice zorganizowali pod oknem urzędu marszałkowskiego ostry protest i pikietę. Marszałek się ugiął, dofinansował rozbudowę i modernizację stadionu. Czy czytelnicy i intelektualiści przegrali tylko dlatego, że byli bardziej kulturalni? Bez wątpienia jednak przykład Zielonej Góry pokazuje, jak zaczynają się organizować społeczne grupy interesów tam, gdzie w grę wchodzą unijne pieniądze. Politycy i działacze samorządowi będą się musieli z tym społecznym lobby bardzo liczyć choćby po to, by wygrać następne wybory. Taki kij ma, niestety, dwa końce. Pokazuje, że przy dzieleniu funduszy trzeba też zatrudniać niezależnych doradców i ekspertów po to chociażby, żeby chronić inwestycje w dziedzictwo narodowe przed zmasowanymi żądaniami inwestowania w lunaparki.

Płać, Brukselo, płać


Trzy lata pracy z funduszami unijnymi pokazały, że z wydawaniem pieniędzy nie ma Polska kłopotu. Tyle, że są one najczęściej tylko wirtualne. Największym problemem sš bowiem dzisiaj rzeczywiste pieniądze, które mamy z Brukseli otrzymać; te które Unia zwróci Polsce po wykonaniu projektów. Bo środków nie dostajemy z góry. Najpierw projekty trzeba do końca zrealizować, rozliczyć, wysłać do Brukseli dokumenty i faktury. Dopiero wówczas można je odzyskać. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego szacuje, że do końca sierpnia 2006 roku Bruksela zrefundowała nam zaledwie 20 procent kosztów projektów z funduszy strukturalnych.
Na niedawnej konferencji prasowej minister Kwieciński wyliczył prymusów wśród województw, które odzyskują wydane środki. To małopolskie (z Brukseli otrzymało już blisko 35 proc. zwrotu kosztów), lubuskie, podlaskie i kujawsko-pomorskie). W ogonie ciągną się łódzkie (10 proc.) i mazowieckie (12 proc). Skutki opóżnień bywają fatalne. Głośno było o przypadku szpitala psychiatrycznego w Łodzi, którego wniosek o dotację na remont i zakup sprzętu medycznego został rozpatrzony pozytywnie. Niestety, szpitalowi zabrakło pieniędzy na bieżącą działalność, na prąd i gaz. W tym wypadku prawdopodobnie zawiedli urzędnicy z Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi. Szpital otrzymał wydatkowane pieniądze dopiero pół roku od chwili zakończenia projektu.
Ale nawet prymusi w odzyskiwaniu euro martwią się, że z trzyletnich doświadczeń wynika ponury morał: brak dostatecznej liczby wykształconych urzędników do rozliczania unijnych środków. Na krakowskiej konferencji, poświęconej wdrażaniu funduszy strukturalnych w Małopolsce, Czesław Siekierski, poseł do Parlamentu Europejskiego, alarmował, że mamy za mało osób zatrudnionych w obszarach odpowiedzialnych za integrację. Z kolei dr Robert Borkowski z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie zapewniał, że są już nawet studia podyplomowe w tej dziedzinie, że można tych ludzi wykształcić. Miał tylko wštpliwości, czy budżet państwa przekaże więcej pieniędzy na zreformowanie administracji i zatrudnienie nowych specjalistów.
Faktem jest, że konieczność wyłożenia znacznych pieniędzy na realizację projektów utrudnia dodatkowo życie małym przedsiębiorcom, którzy po to, by zrealizować inwestycję, muszą najpierw brać wysokooprocentowane kredyty, nie mając przecież żadnej pewności, kiedy otrzymają refundację. Podobnie było z wieloma firmami szkoleniowymi, które w ramach funduszu Rozwój Zasobów Ludzkich otrzymywały refundacje wiele miesięcy po zakończeniu kursów.

Polska droga przez mękę


To właśnie drobni producenci, firmy usługowe i szkoleniowe najbardziej narzekają na gąszcz procedur, związanych z refundacją inwestycji. Do tego stopnia, że np. w Małopolsce powstała nawet organizacja, reprezentująca interesy przedsiębiorców przed urzędnikami. Bardzo wiele firm szkoleniowych, które organizują kursy w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, narzeka na zbyt długi czas, który upływa od wygrania konkursu na szkolenie do chwili, kiedy firma zacznie otrzymywać pieniądze. Firmy tracą płynność finansową, ponieważ muszą przecież płacić nie tylko pensje osobom, prowadzącym szkolenia, ale też uiścić na czas wszelkie opłaty skarbowe i ZUS. Refundacja bywa opóżniona, mimo że firmy podpisują weksle, które są zabezpieczeniem na wypadek, gdyby żle wykorzystały unijne pieniądze. To jednak nie Bruksela narzuciła tak skomplikowane procedury. W Niemczech na przykład firmy otrzymują pieniądze z góry. Z niewiadomych jednak przyczyn polscy urzędnicy doszli do wniosku, że przedsiębiorcy mogą oszukiwać i sami zaostrzyli procedury.
W dodatku wniosek o dotację w innych krajach unijnych liczy kilka stron. W Polsce niekiedy kilkaset. Dlatego wielu przedsiębiorców nie decyduje się na to, by samotnie pokonywać taką męczącą drogę. Płacą dodatkowe pieniądze firmom konsultingowym, które za nich wykonują całą tę niewdzięczną papierkową robotę. Bo laikowi dokumentacja wydaje się po prostu niezrozumiała i zamiast ułatwiać sięgnięcie po pieniądze z Brukseli, jeszcze bardziej je utrudnia. Nawet dla świetnie wykształconego przedsiębiorcy przedarcie się przez gąszcz 300 stron przepisów i instrukcji może być zniechęcające.
Na tym zresztą nie kończą się problemy firm. Po złożeniu wniosku następuje trzyetapowy proces jego oceny: ocena formalna, techniczno-ekonomiczna i dopiero na końcu : merytoryczna, do której docierają już nieliczni. Przedsiębiorcy twierdzą, że to absurd. Przepadają fantastyczne, innowacyjne w skali kraju i Europy projekty, bo w pierwszym etapie jakaś kratka nie została uzupełniona. Wniosek zostaje odrzucony od razu, a urzędnik nawet nie dociera do meritum. Szkoda, że ocena wniosku nie rozpoczyna się od ostatniego, merytorycznego etapu, a system nie zakłada istnienia życzliwego urzędnika, który zamiast odrzucać wnioski, wskaże błędy formalne i ułatwi ich skorygowanie.
Jeśli wreszcie wniosek zostanie zaakceptowany i dotacja przyznana, trzeba jeszcze liczyć się z długim i bardzo szczegółowym raportowaniem wydawania unijnych pieniędzy : co miesiąc, co kwartał, co rok. Wnioski o płatność muszą być wypełniane z aptekarską precyzją, każdy dokument zapłaty musi być zgodny z fakturami, te z kolei zgodne z umowami z podwykonawcami, Jeszcze bardziej komplikuje się sytuacja, gdy w trakcie realizacji projektu wniosek trzeba zmieniać. Wszelkie zmiany wymagają drobiazgowych pisemnych uzasadnień i zgody urzędników.

Będzie łatwiej?


Odpowiedzi na to pytanie oczekują chyba wszyscy wnioskodawcy. Bo to nie Unia i nie biurokraci w Brukseli ustalili skomplikowany mechanizm ubiegania się o dotację, tylko polscy urzędnicy kilka lat temu. Za priorytet postawili sobie nie rozdzielanie pieniędzy unijnych, ale ich bezpieczeństwo, z góry zakładajšc, że właściciele firm mogą zdefraudować przydzielone środki. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego rozpoczęło prace nad upraszczaniem procedur.
W pierwszym rzędzie nowe rozporządzenia umożliwią wypłacanie transz dla firm. Dokumenty będą weryfikowane częściowo, dzięki czemu wypłaty nastąpią wcześniej. W ministerstwie zapewniają, że trwają prace nad uproszczeniem procedur składania wniosków, ale wprowadzenie nowych regulacji w życie to poważna decyzja.
Warto przypomnieć, że uproszczenie procedury składania wniosków ułatwi życie nie tylko projektodawcom, ale też samym urzędnikom, oceniającym projekty. Będą mogli przeznaczyć swój cenny czas na działania inne niż wielogodzinne wczytywanie się w wielostronicowe wnioski, powtarzające się w nich pytania, odpowiedzi i rubryki do wypełnienia.
Joanna Wóycicka