Gody   #   Wielkanoc   #   Zielone Świątki   #   dożynki   #   pierzaki   #   andrzejki   #   ślub
 
Okres Wielkanocy rozpoczyna wielki post, tak opisywany przez Oskara Kolberga:
"We wstępny poniedziałek (stupnyj ponediłok, stupnyk), t. j. pierwszy dzień wielkiego postu u Rusinów (po hulaszczo spędzonych ostatnich dwóch t. j. miasopustnej i syrnej, niedzieli), dorośli mężczyźni przynoszą do karczmy ogromny kloc drzewa i takowy podpalają w razie, gdy im gospodarz nie postawi sporą miarkę wódki na stole, co tenże czyni z chęcią, wiedząc że inaczej, narobiliby mu dymu i swędu, nie mówiąc już o niebezpieczeństwie ognia ztąd powstać mogącego. Kloc ten, wychodząc, pozostawiają już u niego na własność. Pijąc wódkę na wstępie postu, mówią, że czynią to "szoby zuby perepołoskaty prosla miasnyc (przepłukać po mięsie, po mięsopustach). 
Wielki Tydzień ten jest jak wszędzie, poświęcony rozpamiętywaniu męki Pańskiej, a w ostatnich dniach użyty do
pieczenia paschy i przygotowania sutego święconego.
Dają się wtedy słyszeć po chatach modlitwy już to po rusku już po polsku odmawiane, w rodzaju następującej: 
Stoji gruszka zieląca, przed Panem Jezusem świetląca, sam kapłan dzieciątko piastuje jemu sia dusza raduje.
Raduj sie duszko moja wesel sie serce moje, Odkupiciela, Zbawiciela.
Od wszystkiego złego, od piekłego mojego, Pan Jezus dał przybić ręce i nogi, wypuścili z niego maj drogi...
W wielki piątek urządzenie i przystrajanie grobu Pańskiego.
Już w sobotę wieczór schodzą się do cerkwi, gdzie się czytają dzieje Apostolskie. 
W pierwsze święto Wieliejnocy "Wełyk - deń" po obchodzie Resurrekcyi o północy, po nabożeństwie rannem, po szybkim powrocie i spożyciu święconego (świaczonoje) t. j. paschy, chleba, jajka i mięsiwa w domu (gdyż nie godzi się pójść wówczas do karczmy, ani pod żadnym pozorem do cudzej chaty w gościnę), gospodarze idą z rodzinami w pole, każdy na swoją płużkę (wydział własny ornego pola), biorąc ze sobą święcone jaja białe i pisanki, które taczają wzdłuż zagonów zieleniejącej się oziminy (osobliwie żyta), upatrując czy się jaje w zboże chowa lub nie. Zowie się to: wybywaty t. j. że się niby tym sposobem wybija szkodliwy dla rośliny kąkol. 
Jest  mniemanie, że przeznaczone w myśli na paschę wielkanocną cielę, jagnię lub prosię, jeżeli następnie nie na ten cel lecz na hodowlę użyte będzie, nie wyjdzie już ludziom na pożytek, bo zdechnie, albo wilk je porwie, albo w inny sposób zatraconym będzie, dla tego "bo toje wże na paschu buło zaochwiarowanoje". 
Skorupki z jaj święconych na Wielkanoc lud wyrzuca na posianą rozsadę. Resztek ze święconego, obrzynków i kości, nie godzi się rzucać na ziemię, tylko koniecznie w ogień. Nawet jadłszy święcone wypada obmyć ręce nad ogniem, aby krople tej wody padały na ogień, nie zaś rozlewały się po ziemi.
Po południu zbierają się na nieszpory, przed rozpoczęciem których, lub po ich ukończeniu, chłopaki farbowanemi jajami ciskają starając się przerzucić je przez cerkiew lub kościół; ten, który przez dach a lepiej jeszcze przez kopułę na drugą przerzuci jajko stronę, otrzymuje zwycięstwo i traktament (z ciasta i wódki), ci zaś, którzy tego nie dokazali, bywają wyśmiani.
W każdej wsi urządzają huśtawki i krętawki, gdzie się młodzież całą swobodą oddaje zabawie.
W drugie święto Wielkiejnocy, chłopcy z całej wsi zebrani, chodzą od chaty do chaty po koleji (co nazywa się wołoczebne), pochwaliwszy Boga mówią do każdego gospodarza: "Chrystus woskres!" i po złożeniu powinszowania: "Wynczujemo z Welykdniem czy z z nowym rokiem, zdrowia i wsio dobroho, żebyśmy doczekali zdorowo od Welykdnia do Perewod, od Perewod na bezrok, od bezroku do sto lit, od sto lit póki wola Boża" i proszą o święcone jaja. Dają im za to po parze tych jaj. Jeżeli w chacie jest dziewczyna, to ją oblewają wodą i domagają się od niej pisanki. Z tak zebranemi jajami idą z powinszowaniem do dworu i jaja te składają tu na poczesne, odbierając wzajem od gospodarza placki, kiełbasę i t. p.
Przez cały tydzień, aż do niedzieli przewodniej, nie mówią spotkawszy się "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” – ale pozdrawiają się słowami "Chrystus woskres” (zmartwychwstał) na co zagadnięty odpowiada: "Woistynno woskres" (prawdziwie zmartwychwstał).
W pierwszy czwartek po Wielkiejnocy (przed niedzielą przewodnią) lud nie oddaje się ciężkiej pracy, lecz tylko drobnej, lub mówi pacierz za dusze zmarłych, utrzymując, że dzień ten jest Wielkanocą dla dusz ludzi zmarłych, którzy wielkie owe święto sobie wtedy obchodzą. Cerkiewnej świątecznej pamiątki w tem niema.
W niedzielę przewodnią, po nabożeństwie nader licznie zwykle odwiedzanem, zgromadzeni otrzymują wedle przepisów kościoła Wschodniego chleb pszenny poświęcony zwany artos (baranek), który na małe rozdzieliwszy cząstki, kładzie kapłan przystępującym doń na rękę. (Artos ten poświęca się modlitwą w pierwszy dzień Wielkanocy w czasie mszy, po kanonie i kommunii). Wzięte cząstki spożywają dzieląc się z domownikami i tymi co na nabożeństwie obecnymi być nie mogli, a jeśli pozostaną resztki, to te przechowują starannie i używają jako lekarstwo na różne choroby i czary, mianowicie: zażegnywają na nim rany, kładą w miejsce gdzie trzymają nabiał, aby go nie psuła moc czarodziejów i t. p. albowiem wierzą, że przywiązaną są do tego daru chleba: Błogosławieństwo Boże i Siła Łaski, podobnie jak do wody Jordańskiej."
Michalina Borodej wspomina okres Świąt Wielkanocnych następująco: 
 
"Na siedem tygodni przed Świętami Wielkanocnymi zakładano znowu Wielki Post. Nie spożywano ani mięsa, ani mleka w środy, piątki i soboty. Przeważnie w tym okresie było bardzo uroczyście...
Na pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych nikt nie ważył się naruszać "święta". Ksiądz nie dawał ślubów, nie udzielał chrztów świętych. Dopiero na dzień drugi, w Wielki Poniedziałek, było nieco luźniej. panny i kawalerowie po nabożeństwie szli na huśtawki, które przedtem przygotowali. I huśtali się, aż nieraz, gdy drążki oderwały się od zawiasów znaleźli się w jeziorku, które akurat znajdowało się niedaleko. Był to prawdziwy dyngus. Ale z czasem zostały zaniechane te huśtawki, ponieważ zrobić nie było ich komu...
W wielką sobotę dawniej niesiono wiele jadła do poświęcenia. kto miał liczną rodzinę, niósł tyle wszystkiego, aby w święta mogli spożywać wyłącznie tylko poświęcone jadło. Niesiono więc w płachtach na plecach i jeszcze na dodatek w ręku koszyk z pisankami czy kraszankami.
W wielką niedzielę, po skończonej rezurekcji, gospodarz domu życzył wszystkim domownikom zdrowia i pomyślności oraz łask Bożych."