- Dawniej Boże
Narodzenie i Nowy Rok ludzie na wsi nazywali Godami. Przytaczamy
niektóre zwyczaje związane z Bożym Narodzeniem, zwanym przez
lud Ziemi Chełmskiej Hodami, o których tak pisał przed stu laty
Oskar Kolberg:
-
- "Wieczorem,
w samą wiliję, schodzą się proszeni goście i razem z
domowymi ludźmi spożywają wieczerzę (pystnyk) składającą
się z postnych potraw, pomiędzy któremi koniecznie musi być
kutia (pęcak gotowany gęsto z makiem). Do wieczerzy stół i
ławy pokrywają sianem, które pod obrus na stole i za stołem
podścielają; w kącie zaś izby, za dzieżą stawią garść
żyta, z kłosami, które stoji tam aż do trzech króli...
- Przy
wieczerzy, powinno być potraw nie do pary, a osób do pary, ażeby
szczęście w roku następnym sprzyjało.
- Garnki
pozostałe z cząstką jedzenia stawią za stołem, w tem
przekonaniu, że umarli są uczestnikami tej uczty, więc i im
tę cząstkę jako ofiarę zostawić należy.
- Zboże z kłosami,
które się przynosi do izby jadalnej w Wiliję, trzeba później
dać zjeść "chudobie".
- Z gwiazd,
biegu obłoków, kierunku wiatru, czynią wtenczas
przepowiednie.
- Wiliję lud
zowie kolada. Wieczór zaś w przeddzień wilii: bohatyj weczor,
dlatego, że wtedy już w każdej chacie są przygotowania świąteczne,
pieczenie ciasta i przyrządzanie rozmaitych przysmaków.
- W pierwsze święto
wracają wszyscy bardzo prędko z kościoła lub cerkwi do domu,
albowiem im kto prędzej dobiegnie, tem bogatszym stanie się w
roku przyszłym.
- Na drugi dzień
w zwykłej porze gromadzą się i idą na nabożeństwo, po ukończeniu
którego zaraz na cmentarzu, zapraszają się (zwykle bogatsi
uboższych) w gościnę i już wraz z gośćmi powracają do domów,
gdzie zaproszonych częstują i ugaszczają.
- Po
nieszporach i zachodzie słońca, zbirają się w gromadki
osobno małe chłopcy i dziewczęta, osobno doroślejsi, a
osobno młode mężatki i żonaci. Ci chodzą kolejno po wsi całej
i pod oknami kolejdują, czyli śpiewają różne kolędy, nie
mijając dworu i plebanii. Chodzą z towarzyszeniem
gwiazdki, a niekiedy i skrzypek, a za śpiew otrzymują po
chatach kawałek chleba, sera lub kilka groszy.
- Trzeci dzień
świąt, równie uroczyście jak dwa poprzednie bywa
obchodzonym. Po wysłuchaniu nabożeństwa, odwiedzają
krewnych, przyjaciół lub sąsiadów. Jeżeli ma to miejsce w
tej samej wsi, to idą pieszo, jeżeli w drugiej, wtedy jadą
tam z całą rodziną, wioząc z sobą różne podarki: jabłka,
gotowane jaja, obwarzanki, a już koniecznie chleb żytni, podługowaty,
zwany piróg, któren po przybyciu do domu tego kładą na
stole, poczem następuje przywitanie i gościnne przybyłych
przyjęcie.
- Z kolęd świątecznych
lud tutejszy zwykł najczęściej odśpiewywać: "Anioł
pasterzom mówił', "Boże narodzenie Syna jedynego",
"Święty Szczepan", " W żłobie leży",
"Wczora z wieczora", "Stała nam się nowina,
panna Syna powiła"..."
-
- A oto co na ten
temat pisze Michalina Borodej - poetka ludowa z Brzeźna:
-
- "Przed świętami
Bożego Narodzenia obchodzono czterotygodniowy adwent. Nie było
to wprawdzie święto, ale przygotowanie do świąt radosnych. Więc
zakładano posty, a wesel i zabaw wówczas nie urządzano. W kościele,
w środy i soboty, odprawiane były "godzinki" tzw.
"roraty", które odbywały się bardzo raniutko, gdy
jeszcze było ciemno, na znak, że ludzie przed przyjściem
Zbawiciela żyli w ciemnościach, tj. grzechach.
- Godzinki są to
modły na cześć Najświętszej Marii Panny, Matki Zbawiciela.
Toteż uczestniczący w tym nabożeństwie, jak też i w ogóle
wszyscy wierzący, z nabożnie efektem i z pogodą ducha
oczekiwali nadchodzących świąt radosnych Bożego Narodzenia.
kiedy się zbliżał dzień wigilijny, w przeddzień,
przygotowywane były posiłki tłuste, które zjadano na kolację,
bo był to wieczór tzw. "Bogaty". U grekokatolików
oraz prawosławnych wieczór taki nazywano "szczodry".
Posiłek ten zjadano po to, żeby każdy mógł nazajutrz ściśle
przepościć dzień wigilijny aż do spożycia "pośnika".
- Toteż małe
dzieci w domach czekały wieczorów tych bardzo cierpliwie, zarówno
"bogatego" jak i "pośnika", a na wigilię
wypatrywały gwiazdki na niebie, gdy tylko zaczynało się ściemniać.
Choinka już była ustrojona, choć nie u wszystkich bogato, zależnie
od gospodarzy, jakimi się mieli. Bywało, że zamiast cukierków
zawijane były w papierki drewniane klocki lub kartofel pokrajany
w kostkę. Były to oszukańce, ale to naprawdę w
najbiedniejszych domach.
- Jadło
wigilijne było obfite, potraw przygotowywano około dwanaście
gatunków. Na wigilijnym stole kładziono siano, które było
obrusem, co się i po dziś dzień czyni. Począwszy od świętego
opłatka na stole znajdowały się ryba, śledź, racuchy, kapusta
z grzybami, groch, kluski z makiem, kutia i wiele innych potraw,
które były przyrządzane przeważnie na oleju roślinnym, np.
konopnianym, lnianym czy z rzepaku. Na końcu podawano kompot z
suszonych owoców, gruszek, jabłek czy śliwek.
- Tego świętego
wieczoru po kolacji nie sprzątano ze stołów, gdyż w świętą
noc miały przychodzić w goście duszki, które przynosić miały
błogosławieństwo domowi. Panny z myślą o zamążpójściu po
wieczerzy biegły boso do studzien po wodę, by usłyszeć
ujadanie psów: ważnym było w której stronie, bo z tejże
strony miały przyjść swaty. Gospodarz zaraz po wieczerzy szedł
do sadu (o ile go miał) i do pnia drzewka owocowego siekierę
przykładał na znak, że drzewko ma owocować ładnie, bo inaczej
będzie ścięte. Był to symbol przedstawiający chrześcijanina,
który ma być pożyteczny i owoce dawać dobre, tj. żyć po Bożemu,
bo w piśmie świętym napisane jest: "Drzewo, które owoc zły
rodzi, będzie wycięte i w ogień rzucone". Gospodarz, biorąc
potem łyżkę grochu, wychodził z izby na podwórko i znowu
przemawiał w te słowa: "Gradzie, gradzie, choć dam grochu,
co, nie chcesz? To nie! Ale mi nie chodź na pole ani na ogrody i
nie niszcz moich plonów". Po takich zaklęciach gospodarz
wracał do izby i czekając, aby iść na Pasterkę śpiewano wspólnie
kolędy."
|