"Lud, okolice Chełma i Sawina zamieszkujący, ma po większej części włosy jasne lub kasztanowate, oczy siwe lub niebieskie, twarz pociągłą i białą u kobiet, śniedszą u mężczyzn, a rzadko rumieńcem okraszoną. Mniej daleko okazuje się tu ciemnowłosych i ciemnookich. Wyraz twarzy ma łagodny, acz nieco ponury. Charakter w sobie zamknięty, ..., układ ciała powolny i ociężały, budowę silną i dosyć kształtną. Byłby moralniejszym i pracowitszym, gdyby nie nieszczęsna horyłka, pijana w obfitości przez mężczyzn, kobiety, a częstokroć i dzieci. Mężczyźni noszą włosy spadające długo do koła głowy, przycięte tylko na czole równo z brwiami, golą wąsy. Włosy zamężnych kobiet są zwinięte, dziewcząt zaś w  warkocz splecione.” – tak opisywał przed stu laty wygląd mieszkańców Ziemi Chełmskiej Oskar Kolberg.
 
Po wielu migracjach ludności na Ziemi Chełmskiej w pierwszej połowie XX wieku trudno byłoby przedstawić cechy charakterystyczne osób, zamieszkujących dawniej Brzeźno, ale dysponujemy przedwojennymi fotografiami uczniów naszej szkoły, dzięki którym możemy poznać wygląd rówieśników sprzed lat siedemdziesięciu.
 
Sposób bycia i zachowania obecnych mieszkańców Ziemi Chełmskiej nie jest możliwy do porównania z cechami osobowości chłopów zamieszkujących te tereny przed stu laty. Jako ciekawostkę możemy podać opis nieznanego autora, przytoczony przez Kolberga: 

„Od Sawina” (Oskar Kolberg, Dzieła Wszystkie.
Tom 33. Chełmskie część I, Kraków 1890).
 
Uczniowie Szkoły Podstawowej
        w Brzeźnie w roku szkolnym 1937/1938 
      (wł. Maria Pawłowicz).
„Charakter tego ludu jest łagodny, potulny, nawet bojaźliwy i nieufny, który nabył może skutkiem długowiekowej uległości dla dworu i jego sług. I teraz znamion tych nie pozbywają się wcale, mimo, że z pod władzy dworów przeszedł pod inną naczelników cywilno-wojennych... Przywiązany do stron rodzinnych i religii, nie łatwo w obce przenosi się okolice. Węzły atoli rodzinne, po usamowolnieniu włościan, rozrywać się już poczynają, a każdy z rodziny myśli o podziale gruntu i inwentarza.
Z wielu obyczajów ludu Ziemi Chełmskiej XIX i XX wieku, związanych z codziennym życiem i opisanych przez Kolberga, wybraliśmy te, których ślady można znaleźć w czasach współczesnych oraz te, które uważamy za godne naśladowania.
 
„Gdy kto z ludu wchodzi do cudzej chaty i odezwie się: „Nech bude pochwalony Jezus Chrystos!” odpowiadają mu: „Na wiki wików!”... Spotykając się znowu z sobą  na publicznej drodze... pozdrawiają się zwykłem „pochwalony Jezus Chrystus” – z odpowiedzią „na wiki wików”. Gdy zaś się spotkają około domowego oprządku, w pobliżu swych chat i zabudowań, wtedy powitanie skraca się na „Pomaha Bóh”.
 
„Dziękując za wsparcie lub dobrodziejstwo, ubogi a wdzięczny człowiek z ludu, prosi Boga, aby uszczuplił wyznaczoną mu odrobinę szczęścia i radości na tej ziemi, wydzielając z niej cząsteczkę jeszcze i dobrodziejowi także, i to temi wyrazami: „Niech wam to Bóg odpłaci, niech wam da szczęście czy pomyślność z mojej doli ubogiej wziętą, z mojego sieroctwa” – wypływa z tego wielka mądrość ludowa: nie ma na świecie człowieka na tyle biednego, żeby mu przez całe życie odrobina szczęścia nie przydarzyła, ale również nie ma na świecie człowieka na tyle bogatego, by jego szczęścia nie zatruwała żadna gorycz.
 
„Objawiając szczerą chęć uczynienia komuś wymaganej przysługi lub pomocy... powie lud...: „z drogij dusy dałbym...”, „ze zdrowej duszy poszłabym...”. To też gdy chce swe niezachwiane niczem do kogoś wyrazić przywiązanie, używa takiego porównania: Ja tak joho lublu jak swoje zdrowie! – jak swoje szczastie!” – choć minęło sto lat nadal zdrowie i szczęście są w cenie. I jeszcze jedno powiedzenie związane ze zdrowiem: gdy mówiło się chłopu, że ktoś inny jest panem, bo posiada władzę, on mógł tak odpowiedzieć: „Ja pan sobie, bo każdy panem jest swojego zdrowia.”
 
„Wieśniak, lubo również ma poważanie niemałe dla nauczycieli i w ogóle dla ludzi wykształconych, sądzi jednak, że ludzie ci naukę swą nabyli wskutek związku z jakiemiś potęgami nadprzyrodzonemi, a co gorsza, że nabyć ją mogli jedynie kosztem wewnętrznego swego spokoju.”
 
„Jeżeli w dzień powszedni pracować trzeba, bo i konieczność do tego zmusza, to za to w niedzielę i święta tknąć się nawet pracy nie godzi, a zawsze za przekroczenie tego przykazania czeka ludzi od Boga kara. W uroczyste święto nie godzi się nawet w rozmowie wspominać młynka, żaren, stępy, sochy, siekiery, i tym podobnych narzędzi do robót ciężkich używanych.... Nie godzi się także pracować wieczór w przeddzień jakiegokolwiek święta, bo to już uroczystość zachodzi (niby z boku nocą przybywa).”