biografie   #   wiersze   #   proza   #   bajki i legendy   #   zagadki i fraszki 
modlitwy   #   rok   #   dom   #   matka   #   praca   #   wieś   #   ojczyzna   #   przyroda   #   uroczystości
 
Wiersze o życiu na wsi
 
Chłopska dola
Błotnistą droga przez wieś i chude zżęte pola
Chodziła tędy zawsze  ta czarna chłopska dola.
Choć jeszcze na gałęziach śpią najranniejsi ptacy
Już dola w szybki puka i ludzi gna do pracy.
Dopiero się na wschodzie jutrzenka płoni
A ona jak karbowy „pożynaj prędzej” goni.
Z dziećmi gna krowy rano aby je napaść z rosą
I na ściernisku żytnim kaleczy stopę bosą.
Na przyzbie czarnej chaty ze żniwiarzami siadła
I z jednej miski z nimi ziemniaki z mlekiem jadła
Chudymi nożyskami z plotkami wieś obleci
I złymi oczyskami na chłopskie patrzy dzieci.
Gdy się w głowinie której nauki chęć zapali
Gasi ją czarną łapą i po wsi chodzi dalej.
A kiedyś w drodze zmarła w jakieś deszczowe rano
I w czterech gołych deskach złą dolę pochowano.  
Izabela Balik, styczeń 1987 r.  
Ballada o płaczącej brzozie
Na rozstajach za wioską rośnie brzoza płacząca
Jak duszyczka pokutna stała w świetle miesiąca.
Wszystkie wiatry targały jej koronę wyniosłą
Ona smętnie szumiała... latem, zimą, wiosną.
Kto o zmierzchu lub nocą musi iść tamtą drogą
Pacierz szepce pospiesznie i ogląda się z trwogą.
Gdy się wojna z zamiecią rozhulały na świecie
Znaleziono tu wtedy zmarłą matkę i dziecię.
I tej nocy słyszano, może komuś się zdało
Że ktoś płakał cichutko w szybki pukał nieśmiało.
Przeminęły te czasy i niejedna wiosenka
Rośnie brzoza na grobie przy niej mała sosenka.
Gdy dmie wicher jesienny to do brzozy się tuli
Jak dziecina zmarznięta do najmilszej matuli.
Brzoza chyli się wtedy ku malutkiej sosence
Jakby dziecko zmarznięte chciała ogrzać na ręce.
Gałązeczki wyciąga i coś szepce miłośnie...
Opowiada o kwiatach, ciepłym słońcu i wiośnie...
Lecz gałązki skostniały w zimnym wietrze jesiennym
Listeczkami więc płacze nad swym trudem daremnym
Gdy wiatr wieje ze śniegiem wtedy wielu się zdaje
Że płacz słuchać żałosny tam gdzie drogi rozstaje.
Izabela Balik  
Jakże mam iść?
Jakże mam kroczyć po tobie
Drogo ty moja ciernista?
Głębokie doły k’ tobie
I wyboista wszystka.
Ciernie i głogi cię strzegą.
Walą się kłody pod nogi.
A ja, chrobaczek mizerny
I tylko chłopaczek ubogi
Wichrami poganiany,
Stopami pomiatany,
Jak ten jesienny liść.  
Michalina Borodej (1955 rok) 
A zapłatą dla nich było
Niska strzecha z kalenicą
gliniana podłoga
maluteńkie dwa okienka
chałupka uboga
Dwanaścioro w chacie było
z jednej jedli miski
u pułapu sosnowego
wiszące kołyski
A kołyski te z wikliny
gdzie w szmatkach dziecięta
burą krajką omotane
chłopskie niebożęta
I z wychudłej piersi pokarm
posiłek jedyny
razowego chleba okruch
wikt biednej rodziny
Gdy chleb raczej gościem bywał
brakło często soli
za to mieli dosyć siebie
do syta – do woli
Tak wyrósłszy z tej kolebki
poszli na usługi:
harowali u bogaczy
rok okrągły - długi
A zapłatą dla nich było
stary łachman zgrzebny
to – że liczyć nie umieli
grosz był niepotrzebny!  
Więc nad wszystkim górę miała
bezlitosna dola
częste razy i szturchańce
bezdusznych – swawola 
Lotem ptaka przemijają
jak sen dnie i noce 
pamięć krzywdy pozostaje
hańby i przemocy  
Dawne czasy przeminęły
nikt ich nie zobaczy
przyszła równość – i Odnowa
nędzarzy – bogaczy!...  
Michalina Borodej