biografie   #   wiersze   #   proza   #   bajki i legendy   #   zagadki i fraszki 
modlitwy   #   rok   #   dom   #   matka   #   praca   #   wieś   #   ojczyzna   #   przyroda   #   uroczystości
 

Wiersze o przyrodzie i porach roku

Kochajcie przyrodę  
Kiedy już macie dosyć zabawy i trochę sobie odpocząć chcecie,
Siądźcie spokojnie, gdzieś na murawie, spójrzcie uważnie po Bożym świecie.
Ile barw różnych, odgłosów, woni, na łące, polu, ogrodzie, w lesie.
Jak pięknie kwietnie drzewo jabłoni, jak mała mrówka ździebełko niesie.
Po niebie biały obłoczek płynie, róża czerwona kwitnie w ogródku.
Letni dzień długi, ale wnet minie. I wciąż się zdaje, ze był zbyt krótki.
Pokochaj moje najmilsze dziecię całą przyrodę piękną, wspaniałą.
Dobrocią otocz wszystko na świecie, miej wielkie serce, chociaż tak małe...
Jeżeli złamiesz drzewko młodziutkie, z którego wyrósłby dąb wspaniały,
Będzie mniej cienia, a więcej smutku. Nie będą na nim ptaki śpiewały.
Jeśli zniszczycie gniazdo ptaszynie, to ptasią mamę bardzo zasmuci,
Już nie uwije gniazdka w leszczynie, odleci od was i już nie wróci.
A kiedy zerwiesz kwiatuszek barwny, by go za chwilę rzucić w pył drogi,
W palącym słońcu uwiędnie marnie, zdepczą go zaraz idących nogi.
Jakże przyroda nasza jest cudną, w zimie, na wiosnę, w lesie, jesieni.
Bez niej świat będzie wyspą bezludną, gdy braknie kwiatów, ptaków, zieleni!
Izabela Balik
Przedwiośnie  
Wychylają się ze śniegu
Najwcześniejsze kwiaty wiosny
Gra marcowy wiatr ballady
Słychać wróbli gwar radosny.
To wiosenka niecierpliwa
Uchyliła troszkę wrota
Zza marcowej szarej chmury
Słońce rzuca wiązkę złota.
Jeszcze nieraz zima harda
Mokrym śniegiem w oczy rzuci
Mróz kałuże nocą zetnie
Nim uroczy Maj powróci.
         Lecz już co dzień, co dzień bliżej
Do rozkwitłej barwnej łąki
Do wieczornych chórów żabich
Gdy rozdzwonią się skowronki.
Wszystko będzie się weselić,
Rosnąć, pachnieć, fruwać, śpiewać
I radosnym hymnem wiosny
Będzie cały świat rozbrzmiewać.
Izabela Balik, marzec 1984 r.
Wiosna  
Słoneczko się górą niesie,
Zakwitły przylaszczki w lesie,
W słońcu się kołyszą bazie.
Wietrzyk  mroźny jak na razie.
Zza mórz boćki powracają,
Stare gniazda poprawiają.
W stawach żabki już kumają,
Na cześć Stwórcy koncert dają.
Z ptaszyną na białej dłoni,
Wianuszku u ślicznej skroni,
Uśmiecha się jako dziecię.
Wiosna, wiosna, wiosna przecie!  
Michalina Borodej
Wiosna  
Minęła zima nastała wiosna.
Słoneczko coraz to lepiej dogrzewa.
Ptaszki śpiewają w pobliskim lesie.
A wszędzie zakwitły drzewa.
Wiatr zapach z tych kwiatów
Niesie w nieznaną gdzieś dal.
Przypomina mi te czasy,
Których mi jest żal.
Przyleciały z brzękiem pszczoły
I obsiadły wszystkie kwiaty
Tak się cieszą i radują,
Że tu zbiorą plon bogaty.
Każda zwija się jak może.
Rzekłbyś jakby w locie kula.
Gdy nazbiera dużo miodu,
To z nim leci wprost do ula.
Antonina Piątek
Stokrotka  
Urocza, skromna, figlarna stokrotka
Ukryła się cichutko w zielonej murawie
Figlarnym oczkiem zerka naokoło,
Na świat i ludzi spogląda ciekawie.
Śpieszą się dokądś skłopotani ludzie
Kłócą się, płaczą, biegną coraz prędzej
Chciwi, zawistni, zawsze im za mało
Pragną pieniędzy pieniędzy pieniędzy!
A stokroteczce wystarczy kęs ziemi.
Ją kropla deszczu, promyk słońca cieszy.
Żyje szczęśliwie w swym zielonym domku
A ludzka chciwość dziwi ją i śmieszy.
Izabela Balik, kwiecień 1984 r .
Skowronek
Wzniósł się skowronek hen w czyste niebiosa.
Ledwie był dzionek, gdy się perli rosa.
Dzwoni melodie spokojnie radośnie
Głosi nowinę o życiu i wiośnie.
Zawił punkcikiem w przezroczym błękicie.
Śpiewa nad gniazdkiem, co uwił je w życie.
Głosi pisklętom swe radosne hymny
Mimo, że czas marny i ranek jest zimny.
Dzwoń skowroneczku, dzwoń nad polskim niebem,
Dzwoń mój śpiewaku nad tą polską niwą.
Żeby darzyła nas obficie chlebem
I była zawsze spokojną, szczęśliwą.
Śpiew twój tak piękny, donośny, spokojny,
Że ufność budzi i w serce ci wnika.
Oby nie głuszył go nigdy ryk wojny
By niósł otuchę dla pracy rolnika.
Antonina Piątek
Moje najmilsze drzewa  
O drzewa najmilsze drzewa!
Wiosną zielone, pachnące
W jesiennym wichrze i deszczu
Złotymi liśćmi płaczące.
Jaki ten świat byłby szary
Bez waszej strojnej urody
To jakby na nim zabrakło
Światła, powietrza i wody.
Gdy patrzę na was w zachwycie
Serce mi z trwogi zamiera
Że piękność waszą bezbronną
Zniszczy człowieka siekiera.
Więc czasem budzę się nocą
Z okropnym w oczach koszmarem
Że szłam przez ziemię ogromną
Spaloną atomu żarem.
I nigdzie cienia nie było
Trawy ni kwiatów na łące
O drzewa najmilsze drzewa
Świeże, zielone, pachnące!  
Izabela Balik, kwiecień 1983 r.
Lato na wsi  
Już wiosna swą barwną nie szczyci się szatą
Zbladły kolory, ubyło zieleni
Z posad jej zmiennych wyparło ją Lato
Blaskiem słonecznych zalało promieni
W pola i łąki szerokie zagony
Wlewa w nie życia na przyszłe znów plony
Tu niwa żyta szumi srebrną falą
Pewna, że prym ma ponad wszystkie zboża
Nie mniej się inne ziemiopłody chwalą,
Że ich natura obdarzyła hoża
Dorodne kłosy lekko wiatr kołysze
I błogosławi w majestacie ciszę
Bądź błogosławion cichy czasie polny
Bogaty plonem – słońca drogim darem
Ten tylko cenić Ciebie będzie zdolny
Kto przygnębiony hałasu ciężarem
Kto pośród ciebie pewną chwilą żyje
I całą piersią słodycz twoją pije
Kto granie słyszy świerszczyków na łące
Komu się senne tu uśmiechnie słońce
Komu udzieli swych błogich promieni
Z poranną rosą pośród drzew tych cieni.
Antonina Piątek
Jesienne kwiaty  
Noc miesięczna, sierpniowa już chłodem zawiewa
Drżące z zimna na ziemię pospadały gwiazdy.
W ogródkach i na klombach jest biało liliowo
Urocze smutne astry rozkwitnęły z każdej.
W starym zżółkłym albumie są zdjęcia sprzed laty,
Twarze mgliste i blade jak o nich wspomnienia.
Bladych nocy sierpniowych - blade astrów kwiaty
I gwiazdom spadającym szeptane życzenia.
Księżyc srebrną poświatą świat otulił cały
I resztę gwiazd jak skąpiec swoje skarby liczy
Astry co dzisiaj nocą z nieba pospadały
Pachną gorzkim zapachem niespełnionych życzeń.
Izabela Balik, sierpień 1982 r.
Jesień w lesie  
Ostatnie liście opadły z drzewa
I nagie drzemią korony.
Wiatr górą szumi, ptaszyna nie śpiewa,
Do snu się skłania bór stary.
Ziemia brązowa przykryta plandeką
Kolek i liści opadłych.
Rzadko się stało i widać daleko
Ptactwo na drzewach osiadłych.
Wśród nagich konar tam sosna zieleni
Jakoby płaszczem odziana.
Czasami wietrzyk tu ciepły powieje,
Niosąc swą świeżość co rana.
Czasami ciszę stuk przerywa w borze,
Jak do drzwi wchodząc gość miły.
To doktor lasów zwykle o tej porze.
Stukając bada drzew siły.
Dla niego tylko niezbędna jest cisza.
Nie znosi wcale hałasu.
A tam wiewiórka ruda się śpieszy,
Bo dla niej teraz są żniwa.
Że zbiór ma ładny to się bardzo śpieszy,
A czas wiadomo upływa.
Po grubych drzewach zatacza koła,
Skacze na inne konary,
Zawsze jest miła i wesoła.
Antonina Piątek