biografie   #   wiersze   #   proza   #   bajki i legendy   #   zagadki i fraszki 
modlitwy   #   rok   #   dom   #   matka   #   praca   #   wieś   #   ojczyzna   #   przyroda   #   uroczystości
Wiersze o pracy w polu i w gospodarstwie domowym  
 
Siew  
Wyszedł siewca rankiem w pole,
Rzucił ziarno w czarną rolę.
Błogosławcie wielkie nieba
Na urodzaj dużo chleba.
Święte nieba to sprawiły,
Rolę czarną mogły spowiły,
Kroplą rosy polewały,
Żeby siewcę wspomagały.  
Ziarenka się ożywiły,  
Srebrną rosę dzbankiem piły,
W niebo piórka wystrzelały,
Ku słoneczku obracały.
A ziewnąwszy raz i drugi
W sen zapadały mocny – długi.  
Zimo okryj je pierzynką,  
By nie marzyły te roślinki,  
Żeby mogły sobie rosnąć,  
Gdy obudzą się na wiosnę.
Michalina Borodej   
Żniwa idą  
W poszumie złotych kłosów
W upalnym słońca żarze
Przychodzi święta Anna
W porannym mgieł oparze.
            Dojrzałe zboża stoją
Pod wielkim cichym niebem
I trudu rąk czekają
I pachną świeżym chlebem.
Ile to małych ziaren
Jest w wielkim bochnie chleba
A ile kropel deszczu
Na ziemię spadnie z nieba.
            A ile kropel potu
Napoi ziemię czarną
Zanim się w chlebek biały
Zamieni złote ziarno.  
Izabela Balik, lipiec 1983 r
Żniwa 
Już coraz krótsze są poranki
I coraz to zimniejsze rosy
Na polach słychać grzmot Bizonów
Nieśmiało im wtórują kosy.
            Z kalendarzowej zeszła kartki
            Patronka Lipca - Święta Anna
            I po tych żniwnych polach chodzi
            Stroi ją mgła poranna.
I za żniwiarzy co się trudzą
Żeby nie brakło nigdy chleba
Do Boga modły śle gorące
Co na ich pracę patrzy z nieba.
            Niechaj ich chłodny wietrzyk chłodzi
            By znieśli żniwny trud z radością
            Bo chleb powszedni zbierać trzeba
            Z Wiarą, Nadzieją i Miłością.
W naszej Ojczyźnie jest ten zwyczaj
I dzieci go nauczyć trzeba
Z szacunkiem z ziemi się podnosi
Upadłą okruszynę chleba.  
Izabela Balik, lipiec 1985 r.  
Jak babcia chlebek piekła 
Babciu, daj mi chlebka kromeczkę malusią, 
posmaruj masełkiem cieniusio, cieniusio. 
Opowiedz mi, babciu, jak  to było drzewiej, 
czy chlebuś się rodzi? Ania tego nie wie. 
Jak chlebek się rodzi, powiem ci maleńka, 
bo twoja mamusia pewnie nie pamięta. 
Dobry, żytni chlebek, jasny jak słoneczko, 
babcia sama piekła miła ma Aneczko. 
W cembrowanej studni wodę nabierała, 
do lipowej niecki mąkę nasiewała. 
Wnosiła do izby modrzewiową dzieżę. 
Oj, piekła dziateczkom dobry chlebuś świeży!
Lecz by się chleb udał skrzętna gospodyni 
naprzód dzieżę grzeje, później ciasto czyni: 
więc mąki miareczka, 
wody wiadereczko i drożdży na zaczyn. 
Wszystko zmieszać razem, 
wieczkiem przykryć snadnie.
 Rośnijże chlebusiu, a rośnij mi ładnie! 
Ten zaczyn z wieczora (tak tu nazywano), 
a zamięs właściwy to dopiero rano. 
I babcia o świcie znowu mąkę siała 
na drucianym sicie. 
Ugniatała ciasto, dodając szczypty soli. 
Rośnij mi chlebusiu, a rośnij do woli! 
I chlebek na nowo, jakby na to czekał, 
rósł szybo, nie zwlekał, 
w dzieży się rozrastał jak grzybek po deszczu. 
Zanim babcia w piecu drewnem napaliła, 
już się dzieża cała ciastem wypełniła. 
A wtedy kociuba, co nos miała długi, 
z pyzatą łopatą biegną na usługi. 
Jedna żar wymiata, 
druga w liście z dębu 
(strojna niby majem) 
okrąglusie bochny do pieca podaje.
Piecz się piecz, chlebusiu, a udaj się przecie, 
ty żeś samo zdrowie najlepsze na świecie!
Michalina Borodej