Słowo
– Matka
Na
ustach dziecka różą kwitnie
Gdy
po raz pierwszy je wypowie
Jedną
ma treść dla wszystkich dzieci
I
jedno znaczy w każdej mowie.
Radosne
jak promyczek słońca
Bezpieczne
jak nad tonią kładka
Ile
uczucia w sobie mieści
To
jedno małe słowo- Matka.
Głębokie
takie jak ocean
Dobre
jak wielka ziemia żyzna
Najmilsze
z wszystkich słów na świecie
To
słowo – Matka i Ojczyzna.
Choć
już nam szron przyprószy głowę
Czasem
wspomnienie się zabłąka
Matczyny
głos... matczyne ręce...
Jak
zapach bzu... jak w kwiatach łąka...
I
choćbyś cały świat przemierzył
I
poznał jego wszystkie dziwy
Tylko
w Ojczyźnie gdzie twa Matka
Możesz
naprawdę być szczęśliwy.
Izabela
Balik, Maj 1986 r.
Pamięci
zmarłej Matki
Motto
Życie
Jej do stóp nie słało róży
Minęło
w pracy, troskach i znoju
Ty
coś na morzu uciszył burzę
Daj
jej spoczynek. Niech śpi w pokoju.
Z
otchłani czasu ze wspomnień odległych
Przyzywam
Ciebie najdroższy cieniu
Przychodzisz
z dawnym dobrym uśmiechem
I
trwasz w tajemnym swoim milczeniu.
Jak
w starym kinie kadry migają
I
słyszę dawno przebrzmiałe słowa
Nim
noc się skończy chciałabym z Tobą
Te
przeszłe lata przeżyć od nowa.
Za
oknem ledwo szary świt wstaje
Już
nasza matuś w chacie się krząta
Godzinki
sobie cichutko śpiewa
Ogień
rozpala i izbę sprząta.
Ojciec
na wojnie zginął dalekiej
A
matuleńka w mróz czy w zawieję
Na
plecach suchy chrust dźwiga z lasu
Cieszy
się idąc że nas ogrzeje.
W
żniwa idziemy całą gromadką
Na
chleb powszedni gromadzić kłosy
Wczesne
jabłuszka między nas dzieli
I
gładzi nasze zwichrzone włosy.
Spódnicą
szumi nakrochmaloną
Kwiecistą
chustą pięknie okryta
Idzie
wraz z nami w stronę kościoła
Spotkane
kumy uprzejmie wita.
Gdy
przyszła młodość górna i durna
W
duszy zawrzały bunt i tęsknota
To
słowem mądrym i rąk pieszczotą
Leczyła
rany mateczka złota.
Aż
nas ugodził cios niespodziany
W
piersiach zahuczał odgłosem gromu
Opustoszały
bielone ściany
Nie
ma już serca i duszy domu.
Już
noc się kończy, dzień wstaje biały
Serce
przyciskam dłońmi obiema
Przyszłaś
we śnie odwiedzić Matko
Lecz
sen się skończył a Ciebie nie ma.
Izabela
Balik, Luty 1987 r.