biografie   #   wiersze   #   proza   #   bajki i legendy   #   zagadki i fraszki 
 
Bajka o Roku i jego dwunastu synach
Z kalendarzem w prawej dłoni
Rok nowy zasiadł na tronie.
W lewej berło trzyma ręce
I przemawia do miesięcy.
Syneczkowie moi mili
Jestem panem od tej chwili,
Co Wam powiem, posłuchajcie,
Polecenia wykonajcie!
Życzeń  bowiem mam bez liku,
Zwracam się do ciebie Styku.
Do ciebie należeć będzie
Śnieg utrzymać w pierwszym rzędzie,
A do tego mrozu wiele,
By ludziom było weselej.
Ważną sprawę przekazuję
I marszałkiem cię mianuję!
 
Luty niechaj trzyma z bratem,
Nieco młodszy, niechaj zatem
Szronem posypuje drzewa,
Kołysanki dzieciom śpiewa
I w oknach kwiaty maluje,
Niechaj dziatwa się raduje.
Starcom też się coś należy,
Nie muszą za piecem leżeć.
Mogą już o wiośnie marzyć,
Marcowego słonka zażyć.
A więc Marku dla tej sprawy
Bądź łagodny i łaskawy.
Kwietniu zimy przyjacielu,
Jesteś mym wybrankiem z wielu,
Na ciebie czekają łąki,
Kwiaty, zieleń, drzewa, pąki.
Samo serce się raduje,
Kiedy wiosnę ci zwiastuję! 
Cicho podszedł Maj do tronu.
Jak panienka się ukłonił,
Mówił słodko, miły panie,
Czekam na twe rozkazanie.
Był cudowny i uroczy,
Miał niebieskie jak len oczy.
Rok w objęcia syna chwycił.
Mój chłopczyku, śliczny Maju,
Pozwól niech cię błogosławię,
To dla ciebie piękne dzionki,
Słowiki i te skowronki,
Zdrowaśki, co dzień śpiewają,
Stwórcę niebios wysławiają!
 
Maj się lekko zarumienił,
Bo wstydliwy był niezmiernie,
Już się kłaniał, gdy brat śmiało
Przed obliczem ojca stanął.
No i proszę, rzeknie tato,
Chwalić Boga, mamy lato!
Synu miły, Czerwcu złoty,
Zobacz ile tu roboty!
Pracy mamy co nie miara,
Łąki kosić już od zaraz,
W sadach wiśnie dojrzewają,
Miodem barcie opływają,
Wcześniej nam zakwitły lipy,
Znak, że wkrótce przyjdzie Lipiec.
Rok serdecznie się uśmiecha.
Lipiec – to ojca pociecha.
Pachnie chlebem w polu niwa,
Patrzeć tylko przyjdą żniwa!
Urodzaj mamy obfity.
A gdzie Sierpień pracowity?
Kłosy zbierać czas i pora.
Sierpniu! Sierpniu! - do traktora!
Sierpień tylko na to czekał,
Sam już był za kierownicą
Zboże kosił tak jak trzeba,
By nie brakło ludziom chleba.
Ojciec z synem bardzo rady
Do Września prędko śpieszy.
Lecą ptaki, hen, za morza,
W obce odlatują strony.
Zobacz synu, o tam, w górze,
Toć to jesień o mój Boże!
Rychło a nadejdzie zima.
A gdy przyjdą tęgie mrozy
Kto się oprze? Kto wytrzyma?
Wrzesień nie odrzekł ni słowa!
Do Października wędruje,
Ważny dekret przekazuje.
Dekret wspólny ogłaszają,
Wspólne plany omawiają
Że gdy słońce się ukaże
To pajączki wszystkie razem
Las opuścić mają szybko
I snuć srebrne, cienkie nitki.
Nitki zwać się będą zatem
Bożą przędzą - babim latem.
Babie lato w górze płynie,
Tu się zmota a tam zwinie,
Namotało tysiąc cewek
Sierotom na przyodziewek.
Listopad to podpatrywał,
Gdy akurat liście zrywał,
Wnet się zaczął chmurzyć, dąsać,
Silniej z drzewa liście strząsać.
Niby chciał pomóc Grudniowi
Najmłodszemu braciszkowi
Lecz nie było to pomocą.
Grudzień potem dniem i nocą
Musiał robić swe porządki
Przed Godami dla Dzieciątka.
Wiele przy tym się natrudził
I izdebki ludziom studził,
Śniegiem zasypywał pola,
Ponoć taka jego rola.
Mówił, że tak właśnie trzeba.
Bo Dzieciątko przyjdzie z nieba,
Żeby było tak jak w baśni
I by było czysto właśnie!
Rok zestarzał się, o dziwo!
Broda po pas, głowa siwa,
A że był już bardzo stary,
Włożył na nos okulary
I coś dumał, myślał sobie,
Może, że mu czas do drogi.
A tu bardzo bolą nogi
A może musi Nowemu
Tron ustąpić następnemu?
Myślał jak dziwnie na świecie.
Koniec bajki drogie dzieci.

                     Michalina Borodej (1986 rok)