biografie   #   wiersze   #   proza   #   bajki i legendy   #   zagadki i fraszki 
Bajka o Jasiu i Małgosi
Dawno, bardzo dawno,
Jak podanie głosi,
Żyli rodzice (biedni)
Jasia i Małgosi.
Mieli małą chatkę,
Jej dach tykał ziemi,
Miała jedno okienko,
Drzwi nie było w sieni.
Tylko piec dziurawy,
Gdzie za piecem bieda,
Siedziała, piszczała.
Opisać się nie da.
Nic temu zaradzić
Nie mogli rodzice,
Z rana do wieczora
Mieli ciężkie życie!
Aż razu pewnego
Ojciec rzekł do matki:
Ciężko nam się wiedzie,
Wychudły nam dziatki.
Dla Boga Świętego
Już nie zniosę tego,
Za góry za rzeki
Pójdę w świat daleki!
Dla kawałka chleba
Pracy szukać trzeba!
A tymczasem dzieci
Te słowa słuchały
I gdy przyszła nocka,
A rodzice spali,
One coś ze sobą
Cichutko szeptały.
I wkrótce cichaczem
Chatkę opuściły
I w świat - wyruszyły.
Lecz kiedy już uszły
Za wioskę daleko,
Skończyła się dróżka,
Las ciemny, wysoki,
Sięgał pod obłoki
I szumiał tak dziwnie.
A sowy huczały.
Jasio i Małgosia
Bardzo się lękali!
Chcieli już powracać
Do rodzinnej chatki,
Do swej miłej wioski,
Do ojca i matki,
Ale zabłądzili.
Jaś taki malutki,
Małgosia taka nie duża,
Modlić się zaczęli
Do anioła stróża.
O, aniele Boży,
Stróżu małych dzieci,
Wyprowadź nas z lasu,
Miej nas w swej opiece!
I się przeżegnali.
Wkoło była nocka,
Spać im się zachciało,
Bo sen kleił oczka,
Małgosia z żałością
Mamo! zawołała.
Jasio ją pocieszał,
Bo bardzo płakała.
Aż wreszcie oboje
Usnęli znużeni.
Senek wdał się mocny
I Małgosi się śniło,
Że Jasio wszedł na drzewo,
Co wysokie było.
I ujrzał światełko czerwone.
Potem rzucił czapeczką
W tę stronę.
Gdy się obudzili,
Bardzo się zdziwili,
Bo się okazało,
Że sen był prawdziwy.
Na niebie już blade
Dogasały gwiazdki
I las się ożywił świergotem.
Wygłodniałe dzieci
Stały u wrót chatki
Pokrytej - najszczerszym złotem!
Chatka była dziwna,
Bo na nóżce stała,
A jeszcze dziwniejsza,
Że z pierników cała,
Że tyle słodyczy
Dzieci nie widziały.
Że im głód dokuczał
Szybko piernika skosztowały.
Wtem chatka zadrżała,
Wyszła Baba Jaga.
Strasznie wyglądała.
I głosem zachrypłym
Tak do dzieci mówi:
- A, witajcie dzieci.
Do sieni je wprasza.
-Pewno jesteście głodne?
Ja, placek upiekłam,
To was poczęstuję,
Z kremem, z rodzynkami,
Bardzo mi smakuje.
Podstępna starucha
Drzwi dzieciom otwiera,
A potem za niemi
Z łoskotem zawiera.
Placek z kremem daje,
Żeby nie płakały
I do snu układa
Na pościeli białej.
I dzieci pobożnie
Główki pochyliły,
Złożywszy rączęta
Paciorek zmówiły.
Nim światło zgasło
One słodko śniły.
Baba Jaga nie spała,
Po cichu, czem prędzej,
Podeszła do dzieci,
Wzięła Jasia na ręce
I w komórce zamknęła,
Kluczykami brzęknęła!
Nazajutrz, gdy się Gosia zbudziła,
Zapytała staruchę,
Gdzie braciszka ukryła.
Baba Jaga na to,
Z  uśmieszkiem a chytrze:
-Pewnie na podwórku,
Na świeżym powietrzu,
Nie martw się, on wróci
Na pewno mała królewno.
Szyderczo się uśmiechała
I Gosi po wodę iść kazała.
Gdy Małgosia wodę przyniosła.
Rozkazała iść po drzewo na ogień.
 -Trza obiad ugotować, posprzątać,
i tak co dzień,  a sama
Siadała na mietłę,
Zaklęcia wymawiała
Straszne, że Małgosi
Włos się jeżył na głowie,
A ona swoje:
-Wieź mnie mietło
Ponad chmury!
Hen! Na Łysą Górę!
I leciała jakby strzała,
Tylko huk a świst
Za nią  pędził!
Ale pewnego razu, gdy
Stara się spiła,
Małgosia ja zagaiła:
-Babciu, babciu miła,
Gdzieżeś braciszka ukryła?
-W komórce! W komórce!
Twój braciszek, ten  niedojda!
Była zła na Jasia,
Że jest chudy. Tak jej się zdawało,
Bo Jasio patyczki zamiast palców
Pokazywał dla wiedźmy.
(a wiedźma chciała Jasia utuczyć szybko).
-Ty Małgosiu jesteś tłuścioszkiem, że proszę,
A temu, choć najlepsze kąski noszę,
To chudy jak patyk!
Tu, zaczęła mlaskać jęzorem,
Niby żartuje. Lecz Małgosia
Zauważyła, że wiedźma
Zdradę szykuje, bo po chwili
Mówi do Gosi:
-Biegnij, panno, po drzewo,
 Jestem przeziębiona,
Napal tęgo w piecu,
Ogrzeję się nieco!
Ha! Ha! Ha! Łypie krzywo ślepiami.
Żywo ruszaj - i ze złości tupie nogami.
Małgosia posłuszna była,
W piecu dobrze napaliła.
A zła jędza - dalej ją popędza,
By z pieca węgla usunęła
I siadła na łopatę.
A Małgosia jej  na to
Mówi bardzo grzecznie:
-Babciu siądź na przedzie, z tobą mi bezpieczniej.
Ja z tobą siędę.
Jak się jedzie do piekła
 Obserwować będę.
Wiedźma ani się domyśliła,
Jaka z nią będzie heca.
Na łopatę się wgramoliła
O tak!- wrzeszczy - siadaj.
Gosię poucza.
Wtedy łopata już sama
Szusnęła do pieca.
A Małgosia drzwi do pieca zawarła,
Choć wiedźma piszczała, się darła,
Nikt jej krzyku nie słuchał.
Nikogo nie było, bo Małgosia
Do komórki pobiegła szybko,
Jasia uwolniła czem prędzej.
I do rodziców oboje wrócili,
Którzy się bardzo ucieszyli,
Ucztę sporządzili - że hej!
(Na przykładzie wspomnień z lat dziecięcych bajkę tę zapisała Michalina Borodej – 1997 rok)