|
15.01.2007 roku spotkaliśmy się z panem Piotrem Kobielarzem,
wąbrzeźnianinem pochodzącym z okolic Tomaszowa Lubelskiego. Opowiedział nam on o swoich wojennych przeżyciach.
Pan Piotr pochodzi z lubelszczyzny, miał sześcioro rodzeństwa. Swą pierwszą żonę poznał w Kołobrzegu, miał z nią syna, jednak kiedy zaczęła chorować, koniecznie chciała przyjechać do Wąbrzeźna. W ten sposób pan Piotr znalazł się w naszym mieście. Po śmierci pierwszej żony ożenił się po raz drugi- druga żona wychowała jego syna z pierwszego małżeństwa i jeszcze dwóch synów. Dziś są oni samodzielni, pracują, mają swoje rodziny. Pan Piotr mieszka obecnie w Wąbrzeźnie, w czerwcu kończy 85 lat. |
|
Kiedy wojna wybuchła, pan Piotr miał 17 lat - w 1939 roku w armii służyło już czterech braci. Pan Piotr był zbyt młody na służbę wojskową, jednak zapisał się do kadetów. Po szkole podstawowej miał udać się właśnie do kadetów, jednak uległ wypadkowi - podczas spaceru w lesie ukąsiła go żmija. Pan Piotr był długo leczony i nie miał możliwości kontynuowania nauki w szkole kadetów, dlatego też poszedł na naukę zawodu krawieckiego. Przed wojną ukończył także organizację PWiWF (Przysposobienie Wojskowe i Wychowanie Fizyczne) - został do tego zachęcony przez kolegów, gdyż istniała możliwość wyjazdów aż do Gdyni. |
|
Pan Piotr opowiedział nam, jak podczas wojny ucierpiało
Pomorze - na tych terenach znajdowała się tzw. Piąta Kolumna Niemiecka, mieszkało tu wielu kolonistów niemieckich.
Mieli oni swoją, niby tajną, organizację, o której jednak wiedział i rząd polski, i miejscowa ludność, jednak wszyscy
bali się ruszyć Niemców, by nie sprowokować wojny. Ostatecznie jednak i tak prowokacja owa wyszła
od Niemców - w jednym ze śląskich miast przebrali oni więźniów w mundury polskie i napadli na stację kolejową,
ogłaszając później całemu światu, iż zrobili to Polacy.
Na południu lubelszczyzny stacjonowały wojska niemieckie, a po 17 września 1939 roku także radzieckie. Po dwóch tygodniach stacjonowania, Sowieci wycofali się z ustalonej z Niemcami granicy i wtedy przez 24 godziny trwał tak zwany „okres bezpański” - wojska niemieckie i radzieckie były oddalone od siebie o 50 km. Po powrocie na ową granicę Niemców, wywieszono obwieszczenia, aby cały sprzęt wojskowy oddać pod groźbą śmierci. Pan Piotr jednak włożył broń, jaką posiadał do drewnianej skrzynki i zakopał ją w lesie. |
|
Franek, jeden z braci, dzięki pomocy pielęgniarki wydostał
się ze szpitala i po pewnym czasie do domu państwa Kobielarzów przyszedł dowódca szwadronu. Pan Piotr przysiągł wtedy,
że zostanie żołnierzem.
Będąc już żołnierzem, zaprzyjaźnił się z Żydem o nazwisku Poper, poza tym poprowadził udaną akcję, co do której nie był pewien nawet jego dowódca, a także szył mundur dla pewnego Niemca. Historia pana Piotra jest bardzo ciekawa, słuchaliśmy jej z zapartym tchem, żałujemy jedynie, że sprzęt w pewnym momencie odmówił nam posłuszeństwa i nie jesteśmy w stanie wiernie odtworzyć opowieści pana Piotra. |