|
O Autorach
Na tej stronie opowiemy Wam trochę o nas i naszym kontakcie z Kaszubami. Wszyscy mieszkamy w Gdańsku i jestemy uczniami klasy IIB w ILO im. Mikołaja Kopernika. Opiekę nad nasyzm projektem sprawowała nasza pani profesor od geografii, pani Bożena Kochanowska, której za poświęcony nam czas serdecznie dziekujemy.
W skład naszej grupy wchodzą:
- Sylwia Babicz - koordynator
- Daniel Pieniążek - webmaster
- Magdalena Czapluk - autorka wycieczek
- Aleksandra Szczypka - również autorka wycieczek
- Grzegorz Borczuch - ten od przysłów :) (bo przecież nie autor :)), które są losowane i wyświetlane u góry strony
- Marcin Roman - autor wszystkiego, co się tyczy haftu napisanego na podstawie "Jak haftować po kaszubsku" Barbary Rezmer
- Agata Tyda - autorka strony o gryfie
- Leszek Staszkiewicz- "osoba odpowiedzialna za umieszczenie przygotowywanych plików na serwerze i ich modyfikację" :)
- Tomasz Szreder - czołowy tłumacz
|
Oczywiście to, co zostało uwypuklone w powyższym spisie to tylko maleńka cząstka tego, co każdy zrobił. Prawda jest taka, że strona jest efektem pracy całej grupy, która starała się wykonać ją jak najlepiej (ciekawe, czy nam się udało?).
Teraz coś osobistego: oto skrócone wypowiedzi niektórych członków naszej grupy (oczywiście dotyczące Kaszub) oraz ich zdjęcia.
Kaszuby to piękny region. Chociaż jestem Kociewianką i "małą patriotką", to pozostaję pod wielkim wrażeniem bogactwa kultury Kaszub.
W czasie wakacji byłam w pobliżu Sianowa. Okolice te są bardzo urokliwe. Pagórki, na których rozpościerały się pola we wszystkich odcieniach zieleni i złota - koloru dojrzewającego zboża. widoki te przypominały mozaiki urozmaicane błękitem małych jeziorek. Barwa nieba towarzyszła mi w jednym z moich ulubionych zajęć - pleceniu wianków z chabrów.
|
|
|
Kaszuby urzekają pięknem także jesienią. Korony drzew pokrywają się tysiącem barw - odcieniami czerwieni, pomarańczy i złota tworząc nad zielenią trawy ogromny baldachim, a na ziemi - wielobarwny dywan liści.
Kaszuby są miejscem, gdzie człowiek może odnaleźć spokój, wyciszenie, a jednocześnie obcować z prawdziwą naurą i ludźmi, którzy są życzliwi (a to jest poszukiwaną cechą w dizsiejszych czasach).
Agata
|
|
Puck
Chcąc poznać lepiej region, w którym mieszkam, wybrałem się do miasta będącego pewnego rodzaju symbolem Kaszub. Jest to miejscowość rybacka, w której mieszka wielu Kaszubów. Samo miasto nie jest duże, ale brdzo mnie zainteresowała jego historia. To właśnie tam generał Haller dokonał aktu zaślubin Polski z morzem.
Gdy przybyłem do miasta od razu poczułem tę specyficzną atmosferę panująceą w tym mieście rybackim. Idąc przez niewielki rynek miejski podziwiałem piękne zabytkowe kamieniczki. Podążając dalej nie da się nie zauważyć dużej ilości restauracji opierajcych swoje menu na potrawach z ryb morskich. Były tak bardzo zachęcające, że postanowiłem, iż w porze obiadowej skosztuję pefekcyjnie przyżdzonej polskiej ryby. Ale to później. tymczasem moja noga stanęła już na piasku plaży, która w tym odcinku nie była typowo turystycznym miejscem. Piasek nie był tu zbyt czysty, ale prezentował się wspaniale z metrami suszacych się na nim sieci rybackich. W morze uchodził pomost, do którego przymocowane były kutry rybackie. Bardzo mnie ucieszył ich widok, gdyż nie miałem wcześniej okazji widzieć kutra rybackiego "na żywo". Nie wiem, z jakich przyczyn nie wypłynęły one tego dnia w morze, było ono bardzo spokojne, a dzień był słoneczny i bezchmurny.
|
|
|
Idąc jeszcze kawałek plażą doszedłem do miejsca, w którym rozpoczyna się trasa spacerowa wzdłuż wysokiego wybrzeża. Przeszedłem może z 500m, gdy stwierdziłem, że oddalam się od centrum miasta, a chciałem przecież zjeść obiad, w którejś z restauracji. Zwróciłem się w stronę centrum.
Przepysznie przyżądzony holibut tak odwrócił moją uwagę, że dopiero po wyjściu z restauracji zauważyłem, że zerwał się silny wiatr, a na niebie pojawiły się chmury zwiastujące burze. Widząc, że nie ma szans na polepszenie pogody udalem się na przystanek PKS.
|
|
A teraz chwila szczerości: do Pucka pojechałem nie z czystej ciekawości - zostałem tam wysłany w celu zbadania kultury Kaszubów mieszkajacych nad Bałtykiem. Muszę otwarcie przyznać, że jestem pod wrażeniem - nigdy bym nie przypuszczał, że tereny leżące tak blisko mojego miejsca zmieszkania mogą wnieść w moje życie tak wiele nowych doświadczeń. Praca nad tym projektem uświadomiła mi bogactwo naszej kultury i piękno obyczajów Kaszub. Zauważyłęm, jak mało jeszcze wiedziałem o mojej okolicy, teraz pewnie nadal nie wiem wszystkiego, ale mogę powiedzieć jedno: wnosząc do zjednoczonej Europy kulturę Kaszub wnosimy bezcenny i godny szacunku dar w postaci dziedzictwa naszych przodków.
Grześ
|
|
|
Kaszuby to moja ojczyzna. Stamtąd pochodzi moja mama, babcia, dziadek... Co tydzień powracam tam. Staję na górce i patrząc na zachód słońca zastanawiam się, czy następny może być piękniejszy...
Wiosna. Białe kwiecie kwitnącej czereśni roznoszone przez ciepły powiew wiatru. Żółte kaczeńce pragące dorównać swą barwą rażącemu w oczy słońcu. Niebieskie sasanki zniżające do ziemi same niebo. Czerwień pąku budzącej się do życia róży. Zieleń świeżej trawy delikatnie chłodzącej rosą bose stopy dziecka...
Lato. Fiolet leśnych jagód czekających na ciepło wschodzącego słońca. Rześkość mgły owijającej swą bielą lasy i doliny. Młode łabędzie pływające za rodzicami po niewielkich oczkach wodnych. Złoto pszenżyta chwiejącego się przy wietrze otulajcym wzgórza. Słodycz truskawek zbieranych przy rażącym słońcu. Zmęczona twarz rolnika pracującego przy żniwach.
|
|
Jesień. Ciepło barw opadniętych liści tworzących królewski dywan dla kroczących po nim kobietach z koszami pełnymi ziemniaków. Soczystość dojrzałych jabłek spadajacych z olbrzymiej jabłoni. Dźwięk łamiącej się gałęzi gruszy pod ciężarem własnych owoców. Brąz i czerwień zebranych kozaków. Krople deszczu spływające po liściach stuletniego klonu.
Zima. Biel śniegu przykrywającego białą czapą śpiące pola. Fiolet kwiecia wrzosu przebijającego się przez puchową pieżynę śniegu. Blask zwisających z dachu stodoły sopli odbijajacych delikatne promienie słońca. Ślady łap zająca z uporem szukającego pożywienia. Cisza...
|
|
|
Rozmowa z gospodarzem. Uśmiech, serdeczność, w końcu i upór. Na twarzy zmeczenie, ale i satysfakcja. Radość ze spełnienia. Gościnność, ale i dystans. Wreszcie otwarcie. Opowieść o rodzinie, o dziejach, o tradycji. Poczęstunek przyżądzony zgodnie z rodzimymi obyczajami.
Spacer w samotności. Wejście na wzgórze. Spojrzenie na dolinę poprzecinaną błękitem strumyków. Zapach lasu przeplecionuy z wonią kwitnących pól. Złoto dojrzewającego zboża. Powiew wiatru delikatnie muskający delikatną skórę dziecka bujającego się na huśtawce.
Śpiew rolników pracujących przy młuceniu zboża. Radosne twarze członków zespołów tańczących w rodzimych strojach na dożynkach. Magia zapachu wypiekanego w domowym piecu chleba.
|
Magda i Ola uwielbiają INO, czyli imprezy na orintację. Oto kilka tekstów z ich kroniki.
|
Razem z koleżanką od 2001r. należymy do Klubu Turysty Alpino (zapraszamy www.alpino.topnet.pl) przy Gimnazjum nr 3 W Gdańsku w, którym miałyśmy okazje się uczyć. Właśnie założyciel klubu, nasz nauczyciel geografii, zaraził nas pasją turystyki. Miałyśmy okazje uczestniczyć wraz z klubem w wielu wspaniałych wycieczkach oraz prowadzić jego kronikę. Podczas pieszych i nie tylko... wędrówek udało nam się zwiedzić sporo... Kaszuby również. Pragnę przedstawić kilka wycieczek przedstawionych w kronice naszego wspaniałego klubu wraz z oryginalnymi ręcznymi rysunkami.
|
|
WYCIECZKA PIESZA JAR RADUNI - RUTKI-ŻUKOWO 15.09.2001r.
"Zapowiadało się tak niewinnie, a potem... strach przypomnieć! Najpierw Magda F.zaliczyła "glebę" na pierwszej w swoim życiu wycieczce z Klubem (kiedyś musi być ten pierwszy raz). I na tym nie koniec! Po drodze czekało wiele przeszkód, jak to na wycieczkach klubowych bywa :)
"małpi gaj" na korzeniach, a pod stópkami...woda
przeprawa przez bagienko (spodnie "utytłane" po kolana)
|
|
A po powrcie sąsiedzi dziwnie przyglądali nam się z okien.
WYCIECZKA ROWEROWA NIESTĘPOWO-PRZYJAŻŃ CZAPELSKO-KOLBUDY-GDAŃSK 13.10.2001r.
Wyjechaliśmy spod szkoły wcześnie rano. Paweł oczywiście się spóźnił przez co opóźniliśmy nasz start. Już na początku górki dały się we znaki: część zawróciła do domu. Pogoda nie najszczęśliwsza- wiało , padało aż w końcu wyszło słoneczko. Po drodze czekało nas wiele atrakcji, między innymi nieplanowana "ścianka wspinaczkowa", ruiny, pomniki przyrody i oczywiście kościółek. Całościowo SUPER!!"
WYCIECZKA PIESZA CHMIELNO-KOSY-KARTUZY 13.04.2002r.
"Deszcz, wiatr , zimno, a my nieustraszeni wybraliśmy si ę na wycieczkę. PKS-em dojechaliśmy do Chmielna, skąd piechotą dotarliśmy do Kartuz. Odwiedzaliśmy kolejno ciekawe miejsca:
1.Zakład garncarski "NECLA", gdzie mogliśmy spróbować swoich sił w tym zawodzie (patrz zdjęcie)
2.Góra widokowa, skąd podziwialiśmy wspaniałe widoki na jeziora otaczające Chmielno.
3.Gospodarstwo agroturystyczne z hodowlą krówek, które na przywitanie zrobiły nam "placuszki"
Grodzisko, na które wdrapaliśmy się z trudem. Tu odpoczęliśmy chwilę. Paweł mocował się z butelką z piciem ale i tak jej nie otworzył.
Klasztor Kartuzów z charakterystycznym dachem w kształcie trumny. Nad głównym wejściem wisiał zegar wahadłowy z aniołem śmierci. Legenda głosiła, że gdy zegar się zatrzyma ktoś umrze. Naszymi przewodniczkami, które udzieliły wielu ciekawych informacji były małe Kaszubki . Niemal całą drogę towarzyszył nam pies przybłędą, który odprowadził nas aż do stacji PKS w Kartuzach."
KLUKA 2002 30.05-01.06.2002r.
Co to Kluka??? - jest to Rajd Kaszubsko-Pomorski organizowany przez Komisje Turystyki Pieszej w Gdańsku. Aby dowiedziec się więcej zapraszamy na strone rajd.kluka.webpark.pl/index1.htm
A oto relacja:
"W czwartek wczesnym rankiem zebraliśmy się o godzinie 8.00 przy kasach SKM z biletami do Wejherowa.
Śpiąc na stojąco, cudem, dotarliśmy do szkoły w Redzie- Pielszewo, gdzie zostawiliśmy nasze bagaże. Jak się okazało wszyscy klukowicze już opóścili mury budynku, a my byliśmy ostatnimi turystami, którzy w największym spokoju spożyli śniadanie przed startem.
Pierwszy dzień minął bez wiekszych przygód. Trochę kropiło, ale taka pogoda to dla nas nic. Lasem, torami, plażą, przez "Meksyk, "Koreę" i "Betlejem" po ok. 8 godzinach żółwim tempem dotarliśmy do Pucka. Po drodze zwiedziliśmy intersujący zamek w Rzucewiei znajdujący się nieopodal grobowiec. Awieczorem...kompiel w Zatoce Puckiej! Nasi koledzy gotowi byli poświęcić dla niej wszystko(nawet własne majtki, które zakopali w piasku).Później graliśmy w piłkę a nasz I dzień zakończył się ogniskiem trwającym do rana.
|
Dzień II rozpoczął się dla nas ok. godziny 4.00, kiedy to w piżamach i kurtkach udlaiśmy się na puckie molo na wschód słońca (było zimno brrrr!). Dzień zapowiadał się pięknie i niewinnie, ale już po południu mieliśmy dość. Niewyspani prażyliśmy się w słońcu i błagaliśmy szefa o długi postuj. Mistrz wysłuchał próśb i godzinke później leżeliśmy na łace i dosypialiśmy, a Pan A. Nie tracił czasu i robił zdjęcia motylkom i roślinkom. Atrakcją dnia była Mechowska grota i kościółek. Wyczerpani i spragnieni mety całkiem przypadkowo "natknęliśmy się" na grupy jadące drezynami. Niebo się zachmurzyo i drezynowicze zlitowali się nad nami, pomagając tym samym w ucieczce przed burzą! W bazie ulokowaliśmy nasze karimaty w bramce do piłki nożnej.
|
|
III dzień: Co tu dużo opisywać. Od rana deszcz, deszcz, deszcz. Zimno, mokro i nieprzyjemnie, a w dodatku nasz klub przekształcił się w klub inwalidów. W końcu z pomocą autobusu dotarliśmy do Władysławoawa i zatłoczonej szkoły, gdzie odbywał się festyn z okazji "dnia dziecka". A potem już tylko podróż do domu!"
...To nie koniec wypraw była jeszcze jedna Kluka, trochę wycieczek na własną rękę, spływy kajakowe, wycieczkipiesze, rowerow...ale wciąż odwiedzałyśmy i odwiedzamy wspaniałe tereny Kaszub , które już dawno zachwyciły nas swoim pięknem. Mi osobiście całe dzieciństwo kojarzy się z wakacjami spędzanymi w malowniczej miejscowości Gołubie gdzie wraz z rodzinką mamy swój domek letniskowy , może dlatego tak bardzo przywiązałam się do tych terenów...
Magda
 | |